M1 Blooming Gorgeous aka torba na pieluszki 20


Z torbą na pieluszki było tak: do wózka była dołączona torba na pieluszki. ładna, zgrabna, szara, tak jak i wózek, i byłam z niej (jak i z wózka) bardzo zadowolona.

Dopóki nie przeczytałam posta Anety z Myszkowego Skarbca o jej torbie (czy ja już wspominałam że superłatwo mi wmanipulować potrzeby których myślałam że nie mam? Prym wiedzie nieodzowna Ruby Soho z Life Stajla Baby Blog, od której ściągnęłam już książeczkę z Ikei, leżaczek-bujaczek czy jak tam się to ustrojstwo fachowo nazywa, a teraz choruję na nosidełko Tula. Poza tym wszystko co Ruby pokazuje mi się absolutnie podoba i mój portfel zdecydowanie nie nadąża za listą rosnących potrzeb. Zły prowodyr, a fe!:) wydawało mi się że torbę mam i bynajmniej nie potrzebuję innej.

Ale… Ale się zakochałam. Aneta była tak miła że podesłała mi linka do strony producenta (http://www.pinklining.com/uk/) i znalazłam torbę w ciut innej niż anetowa kolorystyce, ale za to za pół ceny (no umówmy się, to torba na pieluszki, wszystko fajnie ale 79GBP za torbę na pieluszki to jednak sporo).

Po czym wmanewrowałam Towarzysza Męża w kupienie mi torby właśnie. Wszak od Towarzysza Męża do tej pory nie dostałam push present (prezentu który się daje Towarzyszkom Żonom i Nieżonom za trud chodzenia w ciąży przez dziewięć miesięcy i ostateczne wypchnięcie na świat potomka bądź co bądź w połowie Towarzyszko-Mężowego, który miał szczęście – Towarzysz Mąż, nie potomek – nie musieć rodzić, więc z okazji wynagrodzenia Towarzyszce Żonie/Nieżonie bólu porodowego prezent jak najbardziej sprawić musi) i w ramach posiadania dostatecznej ilości biżuterii (i tak w kółko chodzę w tym samym) stwierdziłam, że chcę torbę na pieluchy. Dwa razy nie trzeba było powtarzać, Towarzysz Mąż się spiął, zamówił, i torba przyszła do nas w trymiga.

Oto i ona!

zdjęcie z seraphine.com

A co w niej takiego specjalnego?

Otóż, oprócz tego że, moim zdaniem, jest piękna, jest świetnej jakości i rewelacyjnie wykonana, to najlepsze jest w środku:

 zdjęcie z pinklining.com

Więc gdyby Towarzysz Mąż miał chęć wziąć Milly na spacer może jej zabrać jedzonko w razie ‚W’. Choć ewentualność nie brzmi zbyt prawdopodobnie i póki co w kieszonkach an butelki trzymam odpowiednio pieluszki tetrowe i okulary w pokrowcu.

Poza tym, nie wiem czemu obrazek o tym nie wspomina w obrazku powyżej, do torby dołączona jest też wielorazowa mata do przewijania i kieszonka na chusteczki jednorazowe (choć ja myślę że i na zużytą pieluchę której nie sposób nigdzie wyrzucić się nada). Wyglądają one tak:

Poza tym torba ma same zalety. Trzy kieszonki zewnętrzne (gdzieś trzeba trzymać ten błyszczyk, gumy do żucia, smoczek i milion innych niezbędnych spacerowo pierdół), pasuje do wózka (w sensie zawiesić ją mogę na rączkach, tak jak oryginalną torbę dołączona do wózka), ale ma też długi pasek na ramię, w razie gdybym używała jej bez wózka (a planuję, na przykład w wakacje, kiedy czeka nas podróż samolotowa z M., a jako ze u teściowej wózek jest naszego nie będziemy targać).
Tak jak pisałam wcześniej – jestem w niej absolutnie zakochana (a myślałam, że kolejna torba jest mi zbędna. No i niby nie jest niezbędna, ale ile frajdy. A jakakolwiek frajda dla świeżo upieczonej mamy warta jest każdych pieniędzy).

Torbę mam! (i odrosty, ale już niedługo)
Pozdrawiamy,
z&m
PS. I yyyy… Będąc wywołać zdjęcia dowodowe dla Milly one krzyczały do mnie ‚bierz nas! bierz nas!’. I mimo tego że z reguły buty i torebki w tym samym kolorze to dla mnie big no-no, ale jak często się tak idealnie w kolor trafi to ja nie wiem, ale trafiłam no więc nie mogłam nie wziąć 😉



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

20 komentarzy do “M1 Blooming Gorgeous aka torba na pieluszki