M12 Ciąża na bis 14


Ha, takim poleciałam kontrowersyjnym tytułem!

Post w głowie mam już dawno, jako że mnóstwo moich znajomych jest aktualnie w ciąży (co tylko potwierdza fakt że pospieszyliśmy się z Mill o jakiś rok, a i tak dorobiliśmy się jej dopiero w okolicach trzydziestki) chciałam zrobić mini-kompedium wyprawkowo-zakupowe – czyli z perspektywy mamy rocznego niemowlęcia napisać o tym co, gdybym mogła cofnąć czas do czasów sprzed Mill i wiedząc to co wiem dzisiaj – kupiłabym ponownie dziecięco-wyprawkowego a co nie. Pierwsze dziecko wszak ma się tylko raz. I niejedna z nas wpada w zakupowy szał (mała namiastka ogarnęła i mnie, ale dzięki resztkom zdrowego rozsądku, konsultacjom z koleżankami mamami i lekturze blogosfery udało mi się uniknąć wielu zakupów, które nie wiem czy okazałyby się niepotrzebne, ale dałyśmy sobie bez nich świetnie radę). Tak więc oto nasza lista gadżetów które się sprawdziły… lub mniej sprawdziły i co zrobiłabym tak samo… lub inaczej! Jedziemy!

 

1. Tula

Bez dwóch zdań, najlepszy gadżet okołodziecięcy EVER i Towarzysz Mąż podpisuje się pod tym wszystkimi kończynami. Bywa z nami wszędzie, przydaje się zawsze, w domu i poza też. Łatwiejsza w zakładaniu niż chusta a dzieląca niemalże wszystkie jej dobrodziejstwa. Ciągle w użyciu, uwielbiam, absolutnie!

Co zrobiłabym inaczej?

Bo dokładniejszym researchu doszłam do tego że dla funkiel-nówki noworodka Tula jednak niespecjalnie się nadaje, a wkładka dla noworodka nie jest fajnym rozwiązaniem wbrew zapewnieniom producenta. Gdybym mogła cofnąć czas przemogłabym się chyba z jakimś prostym wiązaniem chusty elastycznej dla takiego malutkiego z maluchów a Tula poszłaby w ruch od kiedy maluch samodzielnie siedzi. Ale absolutnie jestem na tak.

DSC_0917

O Tuli więcej na blogu tu: http://itsmillyme.com/m2-tula-tuli/

 

2. Rogal do karmienia

Potrzebny był tylko (tylko?!) przez pierwsze pół roku, potem, mimo że dalej karmię piersią, dzidziuś stał się tak jakby większym dzidziusiem i zwykła poduszka dawała radę a teraz to już w ogóle niepotrzebny żaden dodatkowy support. Ale rogal do karmienia wiele mi ułatwił, a doszyte przez Babcię Pra dwie poszewki na zmianę (przy ulewającym dziecku kolejny must-have) były w użyciu non-stop.

Co zrobiłabym inaczej?

Myślę że zainwestowałabym w większy rogal do spania już we wcześniejszej ciąży, zwłaszcza jeśli bolałyby mnie plecy albo brzuch był wielki (brzuch był mały, co tu dużo gadać, więc kupowanie dużego rogala wydawało mi się zbędnym luksusem, ale tak wszyscy go chwalą że pewnie bym się skusiła. A tak – przegapiłam moment. Ups.)

photo 1

O rogalu więcej na blogu tu: http://itsmillyme.com/w36-gadzety-fasolkarogal-do-karmienia/ i tu http://itsmillyme.com/m1-gadzety-mlodej-mamy-nasze-hity/

3. Białe szumy.

Towarzysz Mąż zapytany o najbardziej przydatne rzeczy w obsłudze Mill jak dotąd powiedział ‚Tula. And white noise. Hands down’ (‚Tula. I białe szumy. Bez dwóch zdań’). Aplikacja na telefon/iPada bardzo ułatwiła nam życie w pierwszych tygodniach życia Mill, kiedy niespokojna i nieumiejąca zasnąć totalnie się wyciszała słysząc odgłosy podobne do tych z brzucha mamy. Białe szumy do ogarnięcia też na YouTubie za darmo, ale nam wygodnie korzystało się z aplikacji i zgodnie uważamy że warta była tych dwóch funtów (czy czegoś koło tego).

Co zrobiłabym inaczej?

Jeśli chodzi o aplikację – absolutnie nic. Jeśli chodzi o moje podejście do non-stop śpiącego noworodka – nie panikowałabym, ze tak dużo śpi – po prostu niektóre dzieci tak mają. Teraz tęsknię za tymi czasami trochę… Poza tym nie pakowałabym czterodniowej śpiącej Mill do chusty na chama myśląc że jej się będzie podobać (a ona przecież tylko chciała spać). Ups.

O white noise więcej na blogu tu: http://itsmillyme.com/m1-gadzety-mlodej-mamy-nasze-hity/

4. Laktator 

Nie wiem czy pamiętacie historię mojego laktatora – w skrócie: w ogóle nie kupowałam laktatora zniechęcona przez wszelkie wykłady dla kobiet ciężarnych na których bywałam (Bosz, ile ja miałam czaaaasu!), które twierdziły że dużo kobiet ich nie potrzebuje, oddaje do PCK i inne tego typu historie. Stwierdziłam więc że bez sensu, jak dojdę do wniosku po porodzie że potrzebuję to kupię. I błąd to był, potrzebowałam! Abstrahując od tego że mega szybko wróciłam do pracy (co prawda tylko na jeden dzień w tygodniu na około trzy godziny, ale jednak przez te trzy godziny Mill musiała coś jeść) – to zwyczajnie, na samym początku przy normującej się laktacji ten sprzęt mi po prostu ratował cycki, co tu dużo gadać. Tym samym w dwa dni po wyjściu ze szpitala Towarzysz Mąż i Dzidek na CITO kupowali laktator w Smyku. Ja chciałam byle jaki ręczny, a ewentualnie potem elektryczny, ale chłopcy na szczęście doszli do wniosku że to podwójny wydatek, bo i tak będę chciała kupić elektryczny więc możemy równie dobrze od razu. Dobra decyzja. Potem laktator zginął śmiercią tragiczną (o tym tu), ale nie ma tego złego…. bo został zastąpiony lepszym (o nim tu). Mój najlepszy przyjaciel przez plus minus pierwsze 8-9 miesięcy życia Mill. Spędzałam z nim więcej czasu niż z Towarzyszem Mężem. Teraz ciągle mnie ratuje w sytuacjach wyjazdowych do Warszawy, kiedy na przykład pociąg powrotny spóźnia mi się dwie godziny a dziecka na podorędziu brak.

Co zrobiłabym inaczej?

Kupiłam laktator jeszcze przed porodem, zdecydowanie! Zamówiłabym przez Internet, żeby było taniej. I kupiłabym znów od razu elektryczny, ale najlepszy na jaki mnie stać (pierwsza Medela Mini Electric była ok, serio. Ale odkąd mam Medelę Freeway nabytą okazyjnie w Anglii uważam że to najlepszy z najlepszych sprzętów. Nowy kosztuje jakieś horrendalne pieniądze, i aż tyle bym chyba nie wydała, natomiast to ile go używałam zdecydowanie zrekompensowało jego cenę. W każdym razie, nawet w przypadku laktatorów z jakimiś logiczniejszymi – choć i tak horrendalnymi cenami – jak Medela Swing – brałabym taki który ma opcję ściągania mleka z dwóch piersi naraz. Połowa czasu. Drugą połowę mogłam spędzić z Milly albo z książką. I nie miałam AŻ TAKIEGO wrażenia że żyję po to żeby ściągać mleko i nie pamiętam jak wygląda moja ręka bez butelki od laktatora w ręce).

medela-freestyle-laktator-elektryczny-dwufazowy-z-torebka-torba-termoizolacyjna-4-butelki-zestaw-m-iext6106897

Więcej o Medla Freestyle tu http://itsmillyme.com/m4-krowa-dojna-czyli-nowy-sprzet-medela-freestyle/ i tu: http://itsmillyme.com/m4-gadzety-mlodej-mamy-nasze-hity-vol-2/

5. Wózek i wózkowe gadżety

Jak wiecie wózki mamy dwa – Bebetto Lucę i Quinny Zapp Xtra. Czy bym kupiła ponownie?

Powiem szczerze – nie wiem.

Każdy ma swoje plusy i minusy (post porównawczo wózkowy też dla Was szykuję), ale lubię oba. Problem w tym że Milly nie bardzo lubi żaden. Choć może to tylko faza, nie wiem. O wózkach mówię ‚mały’ (Quinny) i ‚duży’ (Bebetto) i na potrzeby tego paragrafu zostanę przy tej nomenklaturze. Teraz na stałe mieszka u nas mały wózek, a duży mieszka u mamy. Mały jest więc w większym użyciu na co dzień. Ale jeśli chodzi o wózek to zależy jakie mamy oczekiwania – niektórzy jeżdżą swoim samochodem non-stop albo muszą go taszczyć na czwarte piętro bez windy – wtedy lepszy mały, inni mają wózek bardziej stacjonarny, więc nie musi się szybko i do małych rozmiarów składać, za to musi pokonywać wiejskie wertepy albo zakopiańskie śniegi. Każdemu według potrzeb więc.

Ze śpiworka do wózka, zarówno zimowego jak i wiosenno-letniego dalej jestem ultra zadowolona i ciągle nam służą. Podobnie jak z poduszki Angel Wings, która przydała się do utrzymania niemowlęcia w ryzach w gigantycznej jak się zdawało gondoli. Zimowa mufka pod do śpiworka, mimo że piękna, nie sprawdziła się szalenie, bo primo – nie było szalonej zimy, a secundo – nie nadaje się ona na wózek z rączkami typu Quinny. A że my jednak tym poruszamy się najczęściej to gadżet, który świetnie chowa telefon i portfel, ale do rąk ogrzewania mi się nie przydał. Choć nie wykluczam że gdybym jeździła Bebettem rzecz mogłaby się mieć inaczej.

Torby na pieluszki nie oddałabym za żadne skarby. Mimo tego że teraz, kiedy Mill ma prawie rok nie noszę jej aż tak namiętnie (zwłaszcza w obliczu nowej, urodzinowej pięknej skórzanej torebki dostanej od rodziców na urodziny), ale tuż po porodzie sprawiła mi ona mnóstwo radości i bardzo, bardzo cieszyła. Zdecydowanie chciałabym ją jeszcze raz.

Co zrobiłabym inaczej?

Na sto procent miałabym od początku dwa wózki – jeden mógłby być używany, nie mam z tym problemu, ale byłby u mamy na stałe. Nic mi tak krwi nie napsuło jak wożenie tego wózka w te i we wte kilka razy w tygodniu. Jako że byłam sześć tygodni sama z Mill kiedy TM zarabiał angielskie pieniądze w wakacje wyprawa do mamy robiła się naprawdę hardcorowa, kiedy musiałam ogarniać niemowlę, torbę na pieluchy, torbę z zapasami od mamy i wózek. I wszystko sama. Brak wózka znacznie byłby mi ułatwił.

Poza tym nie wiem czy nie skusiłabym się na Stokke. Albo Quinny Modd. Albo Bebetto Flavię (wróć, Bebetto Flavii nie było kiedy ja miałam Mill, więc nie mogłabym jej była wtedy nabyć. Ma ktoś? I jak?). No nie wiem.

Jeśli chodzi o resztę akcesoriów – cóż – zależały by pewnie od wyboru wózka. Ale śpiworek zimowy Lela Blanc i torbę Pink Lining z pewnością bym nabyła (była).

DSC_1042 DSC_1040 (2) DSC_0893 DSC_0119Bebetto gondola: http://itsmillyme.com/m3-bebetto-luca-recenzja-wstepna/

Bebetto spacerówka: http://itsmillyme.com/m7-bebetto-luca-spacerowka-renenzja-wstepna/

Quinny: O nim więcej jeszcze nie ma, a mamy go od pół roku… Jak to się stało?

Torba: http://itsmillyme.com/m1-blooming-gorgeous-aka-torba-na-pieluszki/

Śpiworek wiosna-lato: http://itsmillyme.com/m5-spacerowka-tuning-z-lela-blanc/

Śpiworek jesień-zima: http://itsmillyme.com/m8-my-sie-zimy-tfu-tfu-jesieni-nie-boimy-spiworek-lela-blanc-w-akcji/

6. Fotelik samochodowy

Zdecydowanie zakup, który należy przemyśleć. Ja w swojej ignorancji pokierowałam się wyglądem, liczbą gwiazdek i tym że słyszałam, że ‚są dobre’. I miałam spokojne sumienie zainwestowawszy w Maxi Cosi Cabrio Fix. Nie lubię tego fotelika i nie polecam (o tym dlaczego tu) i na pewno nie kupiłabym ponownie. Skusiłabym się raczej na RWF od urodzenia do czwartego (plus minus) roku życia, którego cena powala, ale rozłożona na lata użytkowania jest do zaakceptowania. Wszystkim niezorientowanym w temacie polecam blog Osiem Gwiazdek.

Co zrobiłabym inaczej?

Oczywiście czytałabym więcej, dowiadywałabym się więcej! Kupiłabym inny fotelik, po prostu, nawet za cenę oszczędzania na wszystkim innym. To nie jest tylko fotelik. To jest aż fotelik, który może uratować życie naszego dziecka. I oby nigdy nie musiał!

DSC_0957

7. Leżaczek-bujaczek

Rocker-Napper zobaczyłam u Ruby Soho i się absolutnie zakochałam. Chciałam jakiś leżaczek-bujaczek i chrzestna Mill sprezentowała jej Rocker Nappera na chrzciny. Był przydatny. Byłby bardziej przydatny gdybyśmy na przykład traktowali go jako ‚Moses Basket’ przy łóżku rodziców, w którym dzidziuś śpi dopóki się nie wyniesie do swojego łóżeczka w swoim pokoju. U nas z braku metrażu i swojego pokoju łóżeczko stało tuż obok naszego więc Rocker Napper służył do drzemek w dzień. Ale równie dobrze w tym celu mogła służyć gondola z wózka ustawiona na kanapie albo nawet wózek. Używaliśmy dużo i bardzo go lubiłam (mimo tego że nie sądzę żeby zgodnie z obietnicami producenta mógł służyć do 18 miesiąca życia – ja wyniosłam nasz do piwnicy dobre kilka miesięcy temu), ale nie wiem czy był absolutnie i totalnie niezbędny i nie wiem czy drugi raz bym kupiła (poprosiła żeby dostać, w sensie).

Co zrobiłabym inaczej?

Powiem tak – jeśli chciałabym mieć leżaczek bujaczek i byłabym na niego uparta – to jak najbardziej byłby to ten model. Ale czy chciałabym mieć leżaczek-bujaczek to zupełnie inne pytanie.

DSC_0128

Więcej o rocker-napperze: http://itsmillyme.com/m8-rocker-napper-3-w-1-tiny-love-recenzja/

8. Mata edukacyjna

Przegląd mat edukacyjnych zrobiłam tu. Skończyło się na tym że kupiłam używaną matę dla niemowlaka z Fisher-Price’a.

Co zrobiłabym inaczej?

Mata używana – jak najbardziej. Mata w mikro-małym niemowlęcym rozmiarze. Nie, nie i jeszcze raz nie. Mimo tego że była całkiem fajna (z całą moją awersją do FP) – Mill wyrosła z niej tak szybko że absolutnie nie była warta zachodu. Kupiłabym większą, jak na przykład tą z Tiffi Toys, którą Mama Chrzestna Mill znana również jako A.B.-B. do tej pory wykorzystuje na wakacjach jako koc piknikowy ze swoimi dziećmi. A dzieci mają lat siedem i cztery. A mata tyle ile starsze dziecko. Rachunek jest prosty.

photo 1A więcej o tej macie tu: http://itsmillyme.com/m4-oszczedzamy/

9. Stacja do przewijania

Wiele mam szaleje kiedy dowiaduje się o ciąży i marzy o stacji do przewijania (sama marzyłam!) i pielęgnacji noworodka. Na szkole rodzenia też dowiadujemy się że bez tego nie da rady. Nie powiem – moja stacja do przewijania była super i bardzo się przydała. Ale gdybym nie miała warunków żeby ją stworzyć to chyba nie przejmowałabym się tak bardzo. I pomyśleć że chciałam upychać w moim niewielkim mieszkaniu jeszcze specjalny stolik na przewijak! Likwidacja biurka na jakiś czas i zastąpienie go DIY stacją do przewijania (budżetowo, w dodatku) sprawdziło się super. Było by jeszcze wygodniej gdybym mogła przestawić tą stację w okolice łóżeczka, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Ja lubiłam. Baaaardzo!

Co zrobiłabym inaczej?

Chyba nic. Było ładnie, funkcjonalnie, dziecięco i łatwo-przestrzenio-odzyskiwalnie kiedy w okolicach pół roczku Mill zrobiła się za duża na stację do karmienia.

13

Więcej o projekcie tu: http://itsmillyme.com/w35-pieluchownia-czyli-zmieniam-biurkomake-up-station-na-stacje-do-przewijania-zuzowe-diy/

10. Podgrzewacz do butelek

Karmiłam (i karmię dalej) piersią, więc podgrzewacz do butelek wydawał się wydatkiem zbędnym. Chciałam jednak żeby Matka Polka i Towarzysz Mąż mieli ułatwione zadanie kiedy muszą podgrzać moje mleko dla Mill. DO tego akurat podgrzewacz się zupełnie nie sprawdził i i Matka Polka i Towarzysz Mąż raczej woleli podgrzewać swoimi sposobami,z zazwyczaj w kąpieli wodnej. Acha, czy wspomniałam że mój podgrzewacz kupiłam na olx.pl i zapłaciłam około 35-40PLN. Nowego za prawie dwie stówy bym nie kupiła. Aaaaaanyway, ale podgrzewacz sprawdził się do podgrzewania słoików i zamrożonych w aventowskich pojemnikach na mleko zupek i deserów Matki Polki i moich dla Mill, wszak rozmiarowo wstrzelił się idealnie. Że już nie wspomnę o targaniu go z nami we wszelkie podróże.

Co zrobiłabym inaczej?

Sprawdziłabym, czy model który nabywam da się wyłączyć bez wyłączania z prądu. Bo się nie da i łatwo zapomnieć wyjąwszy zupkę że jeszcze wtyczkę z kontaktu trzeba wyjąć. Towarzysz Mąż do tej pory zapomina.

 

A u Was? Co się sprawdziło? Co zrobiłybyście (i zrobilibyście!) tak samo a co inaczej? Piszcie, niech się rodzice uczą na Waszych błędach.

Też Wam się wydaje z perspektywy że jesteście taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaacy mądrzy jeśli chodzi o ogarnianie noworodka?

 

Ściskamy,

z&m

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

14 komentarzy do “M12 Ciąża na bis

  • Urzeczona

    Ja przede wszystkim kupiłabym laktator i może dzięki temu udałoby mi się karmić piersią i kupiła osobno gondolę dużą na 85cm i osobno spacerówkę. W ogóle wiele bym zmieniła i przede wszystkim wyluzowała.

  • Zuzanna Szulist

    U mnie część tak samo. Na przykład stacja do przewijania. Mam dużą łazienkę i stanął w niej osobny stół z przybornikami wokół. Kompletnie nie wyobrażam sobie, że miałoby tego nie mieć. To jest takie wygodne! W ogóle dla mnie stacja obowiązkowo w łazience, gdzie zawsze włączam farelkę i jest ciepło i mam pod ręką bieżącą wodę, co bywa przydatne. Nadal z tego korzystamy (11 miesięcy!). Z nocnika przenosimy prosto na stół i znowu wszystko pod ręką. Nie wiem jak ludzie mogą żyć bez tego. 😛
    Tula – wielkie tak! Chociaż od początku (a wiązałam odkąd Róża miała 7 dni) tylko chusta. Teraz tula jest milion razy wygodniejsza, no i protestów przy wkładaniu do niej nie ma.
    Cała reszta jednak to kity. 😛 Zaczynając od wózka. Moja gondola (też Bebetto Luca) była użyta może 3 razy. Młoda w ogóle nie chciała jeździć w wózku, nienawidziła tego! Inna sprawa, że u mnie wokół tylko lasy i pola, nigdy nie chodziłam na spacery jako takie, tylko wynosiłam dziecko do ogrodu. Dalej bujaczek Tiny Love. W pozycji leżącej się sprawdzał (chociaż też nie był lubiany), ale w tej półsiedzącej już mi dziecko jakoś na boki leciało. Teraz kupiłabym inny. Laktator – kupiłam mega drogi i świetny (Medela Swing), a użyłam go może z 5 razy, bo okazało się, że nie muszę pilnie nigdzie wychodzić (ale i tak więcej niż wózek!). 🙂 Mata też 200 zł w plecy (nowa). Najlepszy okazał się drewniany stojak z zabawkami z Ikei, który teraz jest idealnym pchaczem. Białych szumów nigdy nie próbowałam. Rogala próbowałam poza domem i bardzo mi się z tym niewygodnie karmiło. Na szczęście w szale zakupów nie kupiłam własnego. Najwygodniej karmiło mi się leżąc na boku, ciągle to dla mnie najlepsza pozycja. No i wreszcie kontrowersyjny fotelik. Kolejna rzecz, której moja córka nienawidziła i nie zaakceptowała (cabrio fix). Podróże z nią to był koszmar, a jeździć musiałam sporo, bo mieszkam na zadupiu. Wycie, wycie, wycie. Z ogromną ulgą (choć wcale jeszcze nie wyrosła) przesadziliśmy ją jakiś czas temu do fotelika przodem do kierunku jazdy i to jest jak niebo i ziemia.

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Stół do przewijania w wielkiej łazience brzmi dobrze… Welllll…. U nas nie ma metrażowych szans, za to jest ok. Teraz kiedy 90% kup jest nocnikowych to już w ogóle lajcik.
      Tak jak pisałam – gdybym mogła cofnąć czas też bym chustowała na początku. Za szybko się z chustą poddałam… Widzisz – ja gondolę Bebetto uwielbiałam i nadal uwielbiam i Mill się w niej wyspacerowała za wszystkie czasy, codziennie, bez oporów, zwiedziła całą aglomerację wzdłuż i wszerz. Choć zwiedzała to dużo powiedziane, bo głównie spała, nie mniej jednak uwielbiałam gondolę tego wózka! Spacerówkę wolę małą, bo jest zwyczajnei poręczniejsza, ale i dużej ciągle używam u mamy. Braku laktatora zazdroszczę, ja wychodziłam do pracy raz w tygodniu i raz na wieczór panieński i parę wesel wyszłam też. Później praca dwa dni w tygodniu i trochę więcej niezależności więc laktator się przydał. Bardzo. Ja teraz też karmię leżąc na boku i mi wygodnie, ale kiedy ona była taka bardzo mała a ja taka bardzo niedoświadczona i z rozmiarem biustu z drugiej połowy alfabetu… bez rogala nie wyobrażam sobie początków, po prostu nie wyobrażam. U nas nie ma samochodowych problemów, a fotelik na pewno będzie RWF. Nie ma że boli 🙂

      • Zuzanna Szulist

        Ha! To nie o Bebetto konkretnie chodzi, a o wózek w ogóle. Bo ona na każdy tak reagowała. Pamiętam jak czytałam o tych Twoich długich spacerach i zazdrość mnie zalewała. 😀 Liczyłam, że ze spacerówką będzie lepiej, ale niestety nie jest. 😉

  • Marta i Jula

    Oj teraz to na pewno jestem mądrzejsza i mogę radzic innym 🙂 U mnie dużo rzeczy było pożyczonych np. leżaczek bujaczek i mata edukacyjna – i całe szczęscie bo Jula nie lubiła za bardzo leżeć w bujaku a z maty owszem korzystała ale mało bo jak zaczęła raczkowac kiedy miała grubo pół roku to już mata nie była jej potrzebna :-).Z wózka jestem bardzo zadowolona ale w razie „W” mam jeszcze używaną po siostrzeńcu spacerówke taką prostą najzwyklejszą 🙂 Moim „rogalem „do karmienia była zwykła poduszka która sprawdziła się znakomicie a jeżeli chodzi o laktator kupiłam ręczny który służył mi tylko 5 miesiecy bo tylko tyle czasu karmiłam. Jeżeli będzie kiedyś „może” drugie dziecko to na pewno kupię elektryczny. Przewijaka nie kupowałam , Jula była przebierana przeważnie w sypialni na moim łożu 😛 a tula i podgrzewacza nie miałam w ogóle ale jak już wyżej pisałam może kiedyś zaopatrze się w podgrzewacz.
    Pozdrawiamy 🙂

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Podgrzewacz ja polubiłam do wszystkiego tylko nie do mleka :DDDDD Więc nie jest niezbędny, bynajmniej. Ale mnie dużo ułatwił, zwłaszcza wyjazdowo. Brak przewijaka – respekt! Teraz też nei mamy i spoko, ale jak Mill była maluteńka to jednak było to superwygodne rozwiązanie.

  • Ruby Soho

    Widzisz jakie to jest subiektywne! U nas Tula nie była używana chyba od jesieni. W domu po prostu jej nie używam, poza domem mała jeździ w wózku.. myślę, że wiosną znów musimy ją przekonać do tego ustrojstwa bo będzie wygodniej na wiosennych wertepach niż wózek ze sobą targać. ale jeszcze niedawno myślałam sobie, cholera! Po co my kupiliśmy tą Tulę! W sumie to jest prawie nówka sztuka! Co do innych rzeczy to rękami i nogami podpisuje się pod tekstem o fotelikach. Nasza Kropka jeździ w Roemer Dualfix od urodzenia. I mimo, że ma rok to pewnie jeszcze ze dwa lata w nim pojeździ. Gdy płaciliśmy za fotelik grubo powyżej 1000 zł wydawało się to szaleństwem.Młody w tym czasie testował kilka fotelików, ale żaden z nich nie był takim strzałem w dziesiątkę jak ten kropkowy. Tak to już jest, przy drugim dziecku mam jakieś doświadczenie i od razu wiem jakie zakupy robić, a jakich nie (co nie znaczy że się czasem na coś nie nabiorę:)

  • Mama Juniora

    Cudne zestawienie! Też mam swoją wyprawkową listę hitów i kitów w przygotowaniu, ale akurat większość poruszonych u Ciebie kwestii u nas było zdecydowanym HITEM.
    1. TULA tak, tak, tak, ale nigdy zamiast chusty, tylko jako dodatek.
    2. ROGAL miałam ten wielki ciążowy, który był mega, czy byłby dobry do karmienia piersią, niestety nie było mi dane sprawdzić,
    3. Ave BIAŁE SZUMY! choć Junior preferował odkurzacz w wersji analogowej 🙂
    4..LAKTATOR kupiłam w ciąży, uważam że świetny i to nie jego wina że jednak nie wyszło, – Ach gdyby tak się dało, wiedzieć wtedy co to teraz!
    5. WÓZKE / WÓZKI. Też mam dwa i oba kocham. Każdy służy do czego innego. Oba niezbędne. Żałuję że Zappa nie kupiliśmy od razu, szczególnie że można wpiąć do niego fotelik, czyli wersja do lekarza, szybkie zakupy itp. jak znalazł.
    6.FOTELIKA raczej nie żałuję, choć wahałam się jeszcze nad Atonem. Teraz kupujemy już fotelik kolejeny, od teraz na zawsze, więc taki 0-4 to nie dla mnie. Szczególnie że taki mały berbeć non stop, (przynajmniej mój) zasypia za każdym razem w samochodzie, więc nie wyobrażam sobie wyciągania go i chcąc, nie chcąc budzenia za każdym razem.
    7. BUJACZEK mieliśmy bujaczek-bujaczek, nie leżaczko-bujaczek, znaczy bujał sam, na baterie i ratował mi życie w czasie pierwszych 4 miesięcy. Schowaliśmy go tak naprawdę dopiero teraz – czyli ponad pół roku posłużył.
    8.MATA mamy z Bright Startsa, służy do teraz. Znaczy pałąki już zdjęte dawno, ale zabawki z niej Junior kocha i nadal są w użyciu.
    9. Mieliśmy PRZEWIJAK. Moim zdaniem super temat, wszystko było pod ręką,a i plecy odpoczywały.
    10. PODGRZEWACZ też kupiłabym inny, choć akurat mojego z kontaktu nie trzeba wyciągać, ale ten kupowany był w biegu, dopiero bo wyjściu ze szpitala, bo nastawiałam się na KP.

    Się rozpisałam 🙂

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      A jaki kupujecie fotelik kolejny? Ja też muszę kupić, ale ciągle nie wiem jaki… I jaki macie podgrzewacz? I co z nim nie halo?
      A reszta… No hity, hity! Tylko chusty się jeszcze muszę douczyć 🙂

  • Anonim

    Czy Twój blog juz zawsze będzie taki nieczytelny? W sensie ogrom reklam i dziwnych banerów? Czy da się to jakoś ogarnąć, bo na razie średnio się go czyta w tym wydaniu :/

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Mam nadzieję, że nie… Blog jest w fazie BETA, testujemy z Towarzyszem Mężem, sprawdzamy optymalne rozwiązania, a przy tym usiłujemy to pogodzić z życiem które chwilowo bardzo intensywnie dzieje się offline… Ale dziękuję za uwagę, biorę na klatę i pracuje nad tym żeby było czytelnie i bez ogromu reklam i dziwnych banerów!

  • Mama Pana Adama

    Oj tak, po prawie roku (?! Pewnie powiedziałabyś: jak to, już roku?!) zdecydowanie zmienia się pogląd na okołodziecięce akcesoria. I mnie przeraża tylko to ile człowiek nabył dla tak małej istoty… Nagle się okazuje, że dziecię ma więcej gratów niż mama i tata razem wzięci^^