M12 Dlaczego (już) nie obchodzę dnia kobiet? 6


Primo, to Towarzysz Mąż jest jak powszechnie wiadomo Anglikiem, a jak Anglia długa i szeroka o takim święcie nikt nie słyszał.

Secundo, Dzidek – czyli mój tato – całe życie powtarzał że to komunistyczne święto zrodzone na stepach południowej Mongolii i on go też obchodzić nie będzie. Tym samym żadnych tradycji świętowania tegoż święta u mnie w domu nie ma.

I tertio – że już nie wspomnę o tak prozaicznym argumencie jak bliskość dnia kobiet do moich urodzin, więc może bez przesady już z tym świętowaniem (podobnie rzecz ma się z walentynkami i urodzinami TM dzień później).

W tym roku dochodzą jeszcze do tego inne powody. Udało mi się nadrobić trochę zaległości czytelniczych czekając na pociąg opóźniony o przeszło dwie godziny (oooo, ale to temat na zupełnie inny post!) i podumać trochę nad sytuacją kobiet. Fakty jakie są każdy widzi – Patricia Arquette przemawia o nierównych płacach w Hollywood (a więcej o tym tu) i mimo tego że ja podobnej płacowej dyskryminacji nie odczuwam w moim zawodzie – stoję za nią murem. Artykuł na głównej internetowej stronie Wyborczej (do którego linka nie mogę już znaleźć… dziwne… ale traktował o tym samym o czym jest ten wpis na blogu Adzuna ze stycznia… hmmm…) traktuje o tym, że kobiety aby wysłać cv do potencjalnego pracodawcy mają poczucie że muszą spełniać 100% wymagań – a mężczyźni – tylko 60%. Z punktu widzenia pracodawcy kumam czaczę i niechęć do zatrudniania kobiet – w końcu przecież zaraz będzie taka na ciążowym L4, a nawet jeśli nie to na rozpasanym rocznym macierzyńskim, a nawet jak już jej się ten macierzyński skończy to zawsze może iść – bezczelnie – na bezpłatny wychowawczy a stanowisko trzymać trzeba. Lub – o zgrozo – może też wrócić, wysłać dziecko do żłobka i kisić się w domu na permanentnym L4 z takiej okazji że dziecko z owego żłobka przywleka choróbsk co niemiara, a przecież kto ma z dzieckiem zostać w domu jak nie mama, przecież nie ten facet od sześćdziesięciu procent spełnionych kryteriów w cv – pozostałe czterdzieści procent nadrobi możliwymi nadgodzinami, brakiem L4 na dziecko i brakiem potencjalnych ciąż i macierzyńskich. I tak, wiem, że prawo przewiduje inne rozwiązania. Ale znacie kogoś kto skorzystał z czegoś co jest czymś ponad dwa tygodnie tacierzyńskiego który niewykorzystany przepada? Ja nie. I tak, wiem że są takie osoby, które skorzystały. Ale jaki procent? Choć jeden? I wkurza mnie to z punktu widzenia pracownika, rozumiem to z punktu widzenia pracodawcy, a zupełnie nie wiem co mam myśleć z punktu widzenia obywatela. Bo jakieś konkretniejsze rozwiązania te jawne i frustrujące wynikające z biologii nierówności są na pewno potrzebne, wszak gdyby nie te dzieci na które psioczą pracodawcy i oni nie mieli by z czego żyć na emeryturze. Ups, przepraszam, jakiej emeryturze. Zdaje się że ZUSem zarządzali mężczyźni, chyba Ci z sześćdziesięcioprocentowymi wymaganiami spełnionymi w cefałkach. I żaden kwiatek i czekoladki jeden dzień w roku tego nie naprawią.

Filozoficzna dziś,

z.-

darmowe_zdjęcia__MG_6521

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

6 komentarzy do “M12 Dlaczego (już) nie obchodzę dnia kobiet?

  • Justyna Sz

    O! A cóż za nowy adres, nowa witryna! Pięknie, pięknie 🙂 W ogóle nie skupiłam się na tekście wybacz 😉
    Ja Dnia Kobiet też nie obchodzę, tak tak dostałam kwiatka ale jakoś specjalnie nie świętowaliśmy, bo w sumie co? 🙂

  • Instytut Doświadczeń

    No i widzisz, zamiast gender srender powinni podziałać z równouprawnieniem w sektorze zatrudnienia. Ja np. siedzę na tym wychowawczym, brałam bez krępacji L4 w ciąży, tak mam, nie jestem zatrudnialna. Ale są babeczki, które mają odchowane dzieci, albo nie mają ich wcale, stawiają na karierę, robią 500% normy i w ogóle mundurek, szpile, wszystko. I tu się wkrada niesprawiedliwość, bo biznes woman są oceniane też przez pryzmat kury domowej (mówiąc już skrajnymi kategoriami). Każda kobieta to potencjalna ciąża i związany z tym socjal – to nie fair (że każda w sensie). No i… też rozumiem pracodawców, że wolą facetów, ciężarnej nie zatrudnią itp. Ciężki temat, do przepracowania w dyskusjach społecznych, długo nic się nie zmieni. Bo też nie mentalność pracodawcy/pracownika trzeba zmieniać, ale zaplecze socjalne i finansowanie polityki prorodzinnej. Takie mam zdanie. Mam też zdanie, że to jakby z dniem kobiet nie ma związku – ten dla mnie jest celebracją kobiecości. Równie dobrze mógłby nazywać się dniem superbohatera bo niezmiennie o kobietach mam jak najlepsze zawsze zdanie 🙂

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      No i widzisz – tu się nie zgodzę ja. Dla mnie to tak jakby z dniem kobiet ma związek i to duży. Dnia mężczyzny nie ma w kalendarzu – czemu? Czemu kobiecość ma być świętowana a męskość nie? Mężczyźni są gorsi? Czy kobiety miały w zamyśle w jeden dzień w roku poczuć się tak jak mężczyźni przez jego resztę? Nie kupuję tego. Kobiecość można świętować na milion sposobów i niekoniecznie ósmego marca – nie sądzę, żeby ustawowo vel tradycyjnie narzucony do tego dzień przydał się do czegokolwiek poza napędzaniem kolejnej marketingowej machiny nawołującej do konsumpcyjnego wspomagania ekonomii drobiazgami dla kobiet większymi lub mniejszymi pod groźbą focha. I kompletnie nie znaczy to że nie mam o kobietach jak najlepszego zdania 🙂

  • Marta i Jula

    U nas w domu rodzinnym tata zawsze pamiętał o dniu kobiet i w tym roku tez dostałam kwiatka, nawet mój mąż nie zapomniał 😛 o dziwoooo. A jeżeli chodzi o jakieś swiętowanie w gronie kobiet to niestety sobotni wieczór spędziłam przy prasowaniu i książce hehe 🙂