M12 Mieć życie! 8


Ostatnio obowiązki mnie przerosły. Życie offline pochłonęło mnie całkowicie i kompletnie nie tak, jak bym chciała. Wszystko w biegu, jeden projekt gonił drugi, górne dwójki Mill wyrzynały się bezlitośnie a doba jak na złość nie chciała być dłuższa. Zaległości blogowe rosły, z pracą i kursem ledwo ogarniałam, nie wiedziałam czym jest telewizja, książki (zresztą, co ja gadam, przecież ja tego nie wiem od października!) a dom doprowadził się (sam, oczywiście!) do stanu, który wymaga kompletnego odgruzowania, a nie tylko lekkich, wiosennych porządków.

Dołóżmy do tego ciążowy mózg, który od czasu ciąży kompletnie mi nie przeszedł, niestety (telefon w lodówce vol. 2) i absolutny brak czasu na znajomych, gotowanie, spędzanie wieczorów tuląc się na sofie do Towarzysza Męża i rozmawiając przy herbacie vel winie (każdemu według zasług i podług możliwości alkoholowych podyktowanych karmieniem piersią tudzież karmienia piersią brakiem) do późnych godzin nocnych bo nawet nie wieczornych.

Z Mill byłam ile mogłam, ale często łapałam się na fatalnej myśli, że właściwie to ona mogła by już spać, bo przecież ja muszę pracować.

STOP.

Tak się nie da żyć, zwyczajnie. Ja rozumiem, że życie to obowiązki też, a nie tylko przyjemności, i ja, z całym moim uwielbieniem do prokastynacji i szeroko pojętego celebrowania chwili (tudzież zwyczajnego lenistwa), jestem jednak lekko pracoholiczna – ale tym razem przegięłam, do czego bez bicia, z uśmiechem na twarzy i bez szukania winnych się przyznaję. Asertywność nie jest moją mocna stroną i nagle okazuje się, że mam tyle rzeczy na głowie, że mimo tego że przy dobrych wiatrach śpię 5 godzin dziennie i tak nie wyrabiam. I nie chcę tak.

Już niedługo, już z górki. Po ostatniej niedzieli warszawskiej, zakończonej na szczęście sukcesem, dałam sobie przyzwolenie na totalne zwolnienie choć na tydzień. Dziś wyrzuciłam wszystko z szafy, przereorganizowałam, wyczyściłam. Zimowe kurtki zamieszkały na górnych wieszakach a do łask powróciły wiosenno-letnie sukienki. Wyszłam na uberpokojny spacer z Towarzyszem Mężem i Mill, zjadłam przeddietetyczne frytki w parkowym barze kompletnie ignorując fakt że niezdrowe i tuczące. W przypływie szaleństwa pozwoliłam Mill na chrupka kukurydzianego (dostała kilka wcześniej z okazji moich urodzin, a dziś znów się załapała, skubana. I nie żebym uważała że chrupki to samo zło, nie mniej jednak nie chcę żeby miała nawyk jedzenia przekąsek i raczej staram się jej zapewniać bardziej optymalne posiłki na co dzień) i zwyczajnie wyłączyłam głowę. Słońce świeciło a ja pomyślałam jak jest pięknie, jak cudownie jest żyć, a nie tylko martwić się niedoczasem, niedokończonym projektem, potencjalnie niezaliczonym esejem, milionem nieistotnych spraw. Przecież jestem tu, teraz, z moją małą komórką społeczną, w słońcu. Nie chcę w końcu żeby sobie poszli na spacer we dwoje, żebym ja miała czas pracować. Chcę nie musieć tyle pracować i mieć czas, zwyczajnie, na życie. Na tu i teraz, na wiosnę, na szczęście i na wrzucenie na luz.

Po powrocie z parku Mill ciągle spała (w wózku i bez szemrania, tożto szok!) więc zdążyłam przeczytać połowę Wysokich Obcasów (które co sobotę taszczę do domu, a których nie przeczytałam od miesięcy, wstyd) racząc się zaparzoną przez Towarzysza Męża świeżą kawą w towarzystwie ciągle przeddietetycznego ciastka z ciasta francuskiego.

Po jednym dniu czuję się jak nowonarodzona. Oczy jakby mniej podkrążone, telefon nie w lodówce i dużo negatywnej spiny wyparowało. Pięknie jest!

A Wy jak? Cieszycie się wiosną?

Ściskamy,

z.-

 

output_ouNZKP


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

8 komentarzy do “M12 Mieć życie!

  • Marta i Julia

    Piekne wiosenne babeczki 🙂 U mnie wiosna juz zawitała Okna umyłam -uffff, zimowa kurtkę schowałam głeboko do szafy 🙂 A jezeli chodzi o sprawy życia codziennego to wygląda to tak : praca dom praca dom……życie towarzyskie juz dawno u mnie raczej nie istnieje :p a jeszcze czeka mnie przeprowadzka to już w ogóle na nic czasu nie bede miała…..Pozdrawiamy 🙂

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Dzięki Marcia! Przeprowadzka – olaboga!!!!! Zazdroszczę… I nie zazdroszczę 🙂 Życie na linii praca-dom to mój absolutny koszmar 🙁

  • radoSHE

    A ja Ci tak niebywale zazdroszczę tej Twojej determinacji. Naprawdę, czapki z głów. Chciałabym, się również wreszcie tak motywacyjnie ogarnąć. Pracuję nad tym 🙂

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Oj tam, nie ma czego zazdrościć…. Tylko mi włosy siwieją od tej determinacji:) I nie mów mi że jesteś nei ogarnięta bo jeszcze chwila i uwierzę 🙂

  • Ruby Soho

    uśmiecham się patrząc na te zdjęcia 🙂
    Mega pozytywne! No i.. podobne wnioski mam do Twoich! Tylko niechby ktoś przyszedł odgruzować u mnie tą szafę.I okna umyć, bo patrzeć nie mogę. To wtedy bym na luzie mogła na ten spacer biec. A tak.. też biegnę, ale wracam do domu i wkurzam się że tak nieogarnięte.