M12 Zabawki Milly, zabawki mamy 12


Wiecie jak to jest. Hula człowiek po Internetach, szlaja się po TK Maxxach i obcuje ze znajomymi rodzicami uberestetami – i chce. Odzywa się gen konsumpcjonizmu który człowiek myślał że na fali minimalizmu zupełnie w nim nie działa już. A tu takie piękności – przestarannie wykonane drewniane puzzle, prosty sorter w skandynawskim stylu w którym nawet plastikowe elementy nie rażą, książeczki z ilustracjami takimi że wrażliwej na sztukę matce zapiera dech w piersiach, czy jeździk-pchacz, który nie bardzo ma zastosowanie w pięćdziesięciu metrach kwadratowych mieszkania ale taaaaaaaaaki jest piękny.

Człowiek więc nie myśli, człowiek kupuje, w najlepszej wierze, dla dziecka przecież, na dziecku nie będziemy oszczędzać, przecież to kwestia bezpieczeństwa, formowania dobrych nawyków estetycznych i te pe i te de. Przynosi człowiek uradowany nową zabawkę do domu, widząc oczyma wyobraźni to piękne dziecko na tych pięknych jeszcze nie zrobionych zdjęciach. Widzi człowiek uśmiech tego dziecka, jego zadowolenie, jego wdzięczność i ukontentowanie nowym stanem rzeczy. Stówa lekką ręką, przecież to tylko stówa, a tyle radości, człowiek często myśli. A potem człowiek przeżywa szok, bo oto owy nowy obiekt matczynych westchnień spotyka się – a najlepszym razie – ze zwyczajną ignorancją ze strony małego człowieczka.

Pieczołowicie selekcjonuję zabawki, wybieram te które spełniają moje kryteria estetyczne – i te mają prawo leżeć na wierzchu w okolicach maty. Cała reszta nabyta mniej lub bardziej przypadkowo leży w szufladach lub pudle z zabawkami. Milly olewa wszystkie, jak leci. Najlepsze zabawki to obecnie miotła, butelka z wodą, torebka nieugotowanego ryżu, pilot do telewizora, nieodłożone na miejsce buty, zapakowane płyty dvd (i ich wywalanie z szafki), odwirowywarka do sałaty i zmywarka. Czyli plus minus standardowy ekwipunek każdego domu (tak, wiem, nie każdy ma zmywarkę, odwirowywarkę do sałaty albo pilot od telewizora).

Tym samym ja bawię się na macie pięknymi puzzlami a Mill przez dziesięć minut grzechocze ryżem. DAMN.

A u Was jest tak samo? Czy może nie kupujecie już zabawek dla siebie? Bo ja mam ambitny plan przestać, dopóki się nimi Mill nie zainteresuje. Ale wiecie. Wiecie jak jest.

Ściskamy,

z&m

PS. Ojciec chrzestny Mill zapytał co chciałaby na roczek. Uznałam że marzy o regale na zabawki.

 

DSC_0007 DSC_0014 DSC_0063 DSC_0439


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

12 komentarzy do “M12 Zabawki Milly, zabawki mamy