M12 Życie towarzyskie Mill 16


‚No man is an island’ jak pisał John Donne, a w nie takim znów wolnym tłumaczeniu (bo coś mi się tam obiło o uszy) – ‚Człowiek nie jest samotną wyspą’. Ja uwielbiam ludzi i bycie wśród nich, poprzetykane odpowiednio chwilami samotności i byciem sama ze sobą (a rzadkie to chwile odkąd jestem mamą, nie oszukujmy się). Te proporcje są różne dla każdego z nas, potrzeby towarzyskie bywają różne, realizacja tych potrzeb też. Ale gdzieś tak zawsze funkcjonujemy w jakimś kontekście społecznym, mamy rodziny, bliższe i dalsze, mamy przyjaciół, mamy znajomych, mamy znajomych z pracy i – w dzisiejszych czasach równie często – znajomych internetowych szeroko pojętych. Prawie roczna Mill też.

Nie chodzi do żłobka i wygląda na to, że w najbliższym czasie nie pójdzie. Ale nie chcę, żeby integracja z osobami poniżej metra na tym ucierpiała, dzieci lubią dzieci, fakt znany nie od dziś, że już nie wspomnę o tym jak cudownie się takie bąble obserwuje kiedy coś majstrują razem… Albo nawet nie razem, tylko obok, bo w zabawach Mill bywa czasem bardzo osobna… A czasem nie. Ale jak się ma nauczyć zachowań społecznych jeśli nie poprzez kontakt z innymi dzieciakami? No przecież jej nie opowiem co ma robić i nie będę się łudzić że wszystko zrozumie, posłucha i zamieni się w przegrzeczną dziewczynę która wie co wypada a co nie… Więc tym samym życie towarzyskie Milly ma się całkiem dobrze. Ma kilkoro małych przyjaciół, a dziś inegracja wskoczyła na nowy level: uwaga, stałam się matką piaskownicową!

Kropka i Młody

Znacie pewnie te cudowne stwory niezastąpionej Ruby Soho. Odkąd poznałyśmy się z Ruby prawie rok temu (!) nasza pozainternetowa znajomość rozhulała się na dobre i co za tym idzie naszych dzieciaków również. Kropka i Młody są bardziej zaprawieni w bojach (posiadacze rodzeństwa vs jedynaki 1:0 jeśli chodzi o social skills), nie mniej jednak Mill nie da sobie w kaszę dmuchać. Zapamiętale walczy o zabawki (już w poprzednie lato bezczelnie ugryzła bezzębnie malutką Kropeczkę w łokieć żeby przejąć jej pluszowego motyla) i razem z resztą robi taki sam bałagan u Ruby jak u siebie, ups. Chwilowo (?) na zainteresowanie Kropką przedkłada dwuipółletniego Młodego, po którym zaciekle się wspina chyba chcąc go przytulać. Choć nie wiem, bo póki co jest jedynym dzieckiem, któremu tak robi. Uwielbia go i posyła te już zębne uśmiechy, jakby od zawsze wiedziała, jak się oczarowuje najmłodszych choćby dżentelmenów. Chyba skutecznie, wszak ponoć nie tak dawno temu, w okolicach 6:30 rano Młody uznał że ‚kocha Milenkę’. Ach ach i och.

10569130_10202363691313060_1973097903_n DSC_0669 11063342_1046139238746473_1391311361_n DSC_0555

Pola

Z Olgą poznałam się mniej-więcej w takim samym czasie jak z Ruby. Znajomych w ciąży albo z malutkimi dziećmi nie miałam, więc z okazji wspólnego nomen-omen doświadczenia (Olga prowadziła bloga Instytut Doświadczeń, który zakończył działalność niedawno, za to możecie Olgę podczytać tu, w nowym miejscu, które Wam przy okazji serdecznie polecam) jakim jest macierzyństwo z miejsca się polubiłyśmy i lato upłynęło nam na leniwych kawach, spacerach i wymianie – kolejne nomen-omen – świeżomaminych doświadczeń. Ostatnio obie jesteśmy całkiem zalatane więc i dziewczyny nie widywały się jakoś często, a dziś w końcu udało nam się je ponownie spiknąć. I bawiły się w piaskownicy! Pola dała Mill buziaka (na polecenie własnej mamy. Bez protestów. Patrzyłam i oczy wychodziły mi z orbit, bo Mill w ramach słuchania mamy podchodzi do czegoś czego nie może, typu kaloryfer na przykład, mówi ‚nie nie nie’ żywo używając paluszka do odpowiedniej gestykulacji… po czym i tak go dotyka)… i pobiegła na huśtawki. Milly nie biega, więc tylko tęsknie powiodła za nią wzrokiem i wróciła do cudzej łopatki. Moja młodsza o jedynie trzy tygodnie córeczka wydaje mi się takaaaaa malutka teraz (że już nie wspomnę o różnicy we fryzurze). Choć pewnie w przyszłym roku będą na podobnym etapie, to teraz zdecydowanie widać po nich to, że dzieciaki rozwijają się w różnym tempie (co oczywiście nie jest niczym złym, nie martwcie się, nie mam kompleksów ani nie uważam że coś jest nie tak z moim dzieckiem. Wszystko z nią ‚tak’. Nie popędzam i nie dalejwięcuję. Luz). I mimo tego że spacery stały się dużo bardziej uciążliwe niż kiedy dziewczynki były niemowlakami (Mill ma bunt wózka, bunt Tuli i bunt całego świata wynikający z, domniemam, prawej górnej dwójki która nie chce wyleźć, a Pola jest już na tyle mobilna że bardziej interesuje się placem zabaw i własnonożnym bieganiem niż bezczynnym siedzeniem w wózku po to żeby matka z koleżanką mogły spacerować, phi) ciągle je lubimy i mam nadzieję będziemy uskuteczniać kiedy zobowiązania pracowe staną się lekko mniej dokuczliwe.

10525022_10152454269815845_840465849_n DSC_0425 olga Pola

Olcia i Tymo

Co prawda nie łapią się już na ‚poniżej metra’… Ale dzieci to dzieci. Tymo to mój chrześniak, Ola to jego siostra, mama Tyma i Oli to chrzestna Mill. Jesteśmy daleką rodziną, ale i tak nazywamy się kuzynkami wszak bliższych kuzynów mamy tylko po sztuk dwie, wszyscy faceci, i wszyscy ze strony ojców. Ze strony mam jesteśmy najbliższą rodziną jaką mamy i dziewczyńsko trzymamy się razem. Że już nie wspomnę o takich drobnostkach że znamy się od urodzenia (mojego, to jest. Choć ku zdziwieniu trochę starszej A.B.-B. nie okazałam być Szczepankiem) i często traktujemy jak siostry (albo tak to sobie przynajmniej wyobrażamy, bo siostry żadna z nas nie ma). Tymcio i Ola szaleją (z wzajemnością) za Mill, która w ich odczuciu jest dzidziusiem totalnym, a przy nich i mnie się tak wydaje. A jak do akcji wkracza nosząca ją pewnie na rękach i genialnie się nią zajmująca dziewięcioletnia Maja naszej koleżanki M. – to już w ogóle jest super. Ostatnio u M. dzieci wszystkie, włącznie z Mill, poszły do innego pokoju i tam się bawiły. Same. A myślałam że ten etap nigdy nie nastąpi. Widzę światełko w tunelu! Ave dzieci!

10482772_10152094282811881_1357719734_n darmowe_zdjęcia__MG_6521

Dzieci obce

Spotkań z dziećmi nie będącymi dziećmi znajomymi dotychczas było jak na lekarstwo. Podkreślam: dotychczas. Dziś w piaskownicy (pierwsza myśl – Boże, ale ona będzie caaaaaaaaaaaaaała z piasku! Druga – a niech tam, przecież się wytrzepie!) do której zachęcona przykładem Poli ją włożyłam Mill poradziła sobie całkiem nieźle. Mimo tego że była najmłodsza, najmniejsza i jedyna niechodząca. Stała przy murku elegancko… I namiętnie ściągała czapkę dwulatce stojącej jak słup soli zdziwionej takim obrotem spraw. Dwulatka była z babcią a ja płonęłam ze wstydu i przepraszałam ile wlezie. Babcia na szczęście była bardzo zczilautowana i śmiała się że Mill tak daje radę (a dawała w rzeczy samej, pięć razy musiałam wciąż stojącej dziewczynce wkładać czapkę z powrotem na głowę. Za piątym razem Mill w końcu przestała, więc albo w końcu postanowiła mnie posłuchać i się nauczyła że nie wolno… albo jej się znudziło. Jak myślicie, ku której opcji się skłaniam?). Później Mill przeczłapała do chłopca, Łukaszka, lat prawie dwa, i jęła mu wywalać wiaderko do którego pieczołowicie sypał piasek łopatką. Ups. Znowu przepraszałam i się kajałam, babcia Łukaszka tłumaczyła mu, że Mill jest malutka i jest dziewczynką więc ma jej ustąpić i się nie przejmować (a-cha-jasne-dupa-za-przeproszeniem-a-nie-gender) a ja próbowałam jej (Mill, nie babci Łukaszka ma się rozumieć) wyperswadować wiaderko i zająć czym innym. Dowiedziałam się jeszcze że Milly jest bardzo przedsiębiorcza jak na roczne dziecko. Nie wiem czy uznać to za komplement, skłaniam się raczej ku interpretacji idącej w stronę eufemizmu jakiegoś znacznie mniej przyjemnego przymiotnika. W międzyczasie przybiegła do nas niejaka Natalka pogłaskać Milly po głowie stwierdziwszy że ‚to dzidziuś jest’ (ano – dzidziuś jeszcze przez całe cztery dni) a Tymo (syn M., przyjaciółki Olgi która uskuteczniła z nami spacer dziś), Pola i Mill zajmowali się eksplorowaniem cudzych zabawek (żadna z nas nie dorobiła się jeszcze własnych,a poza tym cudze są, jak wiadomo, najlepsze) i sprawdzaniem czy można jeść piasek (matka każdego dziecka, włącznie ze mną, uznała że nie można). W każdym razie nagromadzenie dzieci w słoneczny wiosenny dzień Mill przypadło do gustu do tego stopnia że wyjęta z piaskownicy rozryczała się na dobre i wróciła do bycia spacerową miągwą.

Eksperyment dziecięco-piaskowniczy uznaję więc za udany. Teraz pozostaje mi popracować trochę nad jej ‚przedsiębiorczością’.

11084396_10153036320290845_1294227334_n

A jak Wasze dzieci? Mają kontakt z innymi?

Ściskamy,

z&m


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

16 komentarzy do “M12 Życie towarzyskie Mill

  • Monika

    Ach, podejrzałam wreszcie bloga (no dobrze, przyznam się, że podejrzewam go i częściej niż ten jeden raz) i widzę, że nawet mój Tymek został wspomniany i pokazany! Cóż za honory nas spotkały! 🙂 Buziaki dla Was!

    Monika (to od O.)

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Oooo…OOOOO! Haahahah, honory, phi! Twój Tymek aka brat bliiźniak-kurtka-ksero absolutnie wymiata! Jakbym wiedziała że zaglądasz położyłabym większy nacisk na ‚Przepiękna M., koleżanka O.’ :D) Zapraszamy oczywiście i posyłamy buziaki zwrotne!

  • Ruby Soho

    No tak, zapomniałaś dodać w jakiej sytuacji Młody wyznał tą miłość do Mill.
    Btw, dzisiaj przy śniadaniu oznajmił swojej siostrze: ” Będę do ciebie mówił ”
    Coś jest na rzeczy:)
    Fajne te zestawienia zdjęć z różnych epok. I jakie cudne to z Tobą i Olgą i malutkimi dziewczynkami w Byfyju <3

  • radoSHE

    Raz w tygodniu chodzimy na takie zorganizowane muzyczno-śpiewające zajęcia. Jeszcze kilka miesięcy temu wszystkie dzieciaki ledwo pełzały, a dziś biegają po całej sali wyrywając sobie zabawki 😉 Uspołeczniania tu wielkiego nie ma, bo jednak w takim wieku maluchy nie mają wielkich kompetencji wspólnej zabawy, ale na pewno lubią się nawzajem obserwować, ciągnąć za włosy i wkładać palce do oczu. Takie tam niewinne atrakcje integrujące 🙂

  • Mama Pana Adama

    Dzieci poniżej metra jak to pięknie zobrazowałaś obserwuje się przy zabawie z rówieśnikami najcudowniej jak się tylko da!:) Chociaż słyszałam gdzieś takie stwierdzenie, że do roku czasu dzieciaki bawią się obok siebie, a dopiero potem razem ze sobą. Czy to prawda? Ty będziesz mi mogła powiedzieć wcześniej, bo Milly starsza od mojego bąbla;)

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Dam znać. Mill ciągle jest na etapie ‚obok siebie’ (z wyjątkiem Młodego, na którego się wspina), chyba że ktoś zabierze zabawkę, którą ona się bawi albo – aż i tylko – ma na oku. Wtedy… Oj wtedy… Groźnie jest 😀

  • MamaChrzestnaMill

    Ha!a ja,skoro prezent roczkowy Milly ma juz od miesiąca,wymyśliłam sobie dla niej zamiast kwiatka zestaw do piaskownicy! Choć sama piasku nieznosze całą sobą,to nie da się ukryć,ze dzieci to uwielbiają…widzę ze pomysł jak znalazł na Wasze spacerki.co ty na to??????love you!

  • Misia

    Haha dzisiaj będę pierwsza z komentarzem 😉 bardzo dziękujemy za wplecienie nas do posta 😉 tak maja to jest opiekunka i tylko pyta kiedy będzie znowu mogła zajmować się milly;-) pozdrawiam was dziewczyny i ma nadzieję na poswiateczne spotkanie 😉