M14 LBM 19


Wiosna.

Słońce świeci, raz bardziej, raz mniej, ale jest cieplej i ogólnie rzecz biorąc znacznie optymistyczniej i z wizją lata za pasem.

Kiedyś o tej porze intensywnie biegałam, pilnowałam tego co jem (choć bez ekstremów, wszak dobre niedzielne ciasto Matki Polki nie jest złe), celebrowałam posiłki, które przygotowywałam, piłam dużo wody a wieczorami czasem wino i czułam, że w zdrowym ciele zdrowy duch czy jak to szło.

Dziś jeśli biegam to za zasuwającą Milly (w końcu nastąpił etap pchania pchacza który prędkości osiąga zdecydowanie bardziej zawrotne niż, skądinąd ciągle będący w łaskach, taboret z Ikei), piję co popadnie i kiedy popadnie, byle nie miało alkoholu (wodę i herbatę, głównie, jak dziecko pozwoli), nie piję wina i czuję się tak unfit jak dawno nie.

Kiedyś o tej porze planowałam podróże, intensywne weekendy w miastach oddalonych jedynie o szybkie loty tanimi liniami (oddalonych od miasta, w którym aktualnie mieszkałam, to jest). Mogły też być wyjazdy samochodem, lub, jeszcze dawniej, bywało że i autostopem. Wszystko jedno. Zmienić otoczenie, pooddychać innym powietrzem, wrócić. Jeśli nie planowałam to zwyczajnie wyjeżdżałam, nie martwiąc się o nic. Jak nie wzięłam szczoteczki do zębów świat się nie walił, kupowałam nową i heja do przodu.

Dziś podróże są zdecydowanie bardziej leniwe. Zdecydowanie rzadsze. Mniej spontaniczne, niestety. Kiedy nie ma w nich Mill (czyli kiedy jadę do Warszawy na jeden dzień) a ja zapomnę laktatora jest kaplica. Cóż, jak to się mówi, taki lajf.

Kiedyś o tej porze wychodziłam wieczorami ze znajomymi, jadałam na mieście, nie martwiłam się o to co się dzieje w domu i o to, że pora wracać, bo ktoś akurat może być już śpiący. A przy okazji tych wyjść udawało mi się mówić o czym innym niż macierzyństwo i pociecha własna tudzież pociechy cudze. W dodatku udawało mi się rozmawiać pełnymi zdaniami i w pełnym relaksie, bez obaw o to że zaraz ktoś zje coś czego nie powinien (kamień/piasek/małe-plastikowe-nie-wiadomo-co/metkę/bransoletkę/5 groszy i tak dalej w ten deseń). Nie patrzyłam też nerwowo na zegarek, bo może trzeba by przewinąć/nakarmić/przebrać po raz niepoliczalny.

Dziś – cóż – patrzę. Że już nie wspomnę o tym, że wieczorami nie wychodzę ze znajomymi.

Kiedyś idealne wakacje to było dla mnie przejście piechotą 1000km z Sevilli do Santiago albo zjechanie połowy Stanów.

Dziś chcę nic nie musieć, obojętnie gdzie.

Kiedyś uwielbiałam czytać, oglądać seriale, kupować buty i jadać na mieście (no dobra, to ostatnie nadal lubię. Choć kiedyś nie musiałam się martwić o to czy knajpa w której planuję jeść dysponuje krzesełkiem do karmienia/ma przewijak/jest dzieciolubna).

Dziś cieszę się kiedy podczas godzinnej drzemki Mill ogarnę chałupę a do tego wcisnę wypicie kawy i odpisanie na kilka maili.

Kiedyś nie sikałam na czas, zamykałam drzwi do łazienki, spędzałam więcej niż pięć minut robiąc makijaż i gnałam na drugi koniec miasta w środku nocy mimo środka nocy bo moja przyjaciółka potrzebowała się wygadać.

Towarzysz Mąż o tych czasach mówi ‚Life Before Milly’ (czyli ‚Życie Przed Milly’, ale po polsku jakoś nie brzmi, nie?).

I mimo tego że było ciekawie, pasjonująco, cudownie – to mimo wszystko nie wróciłabym do tamtych czasów (choć bywa, że o niczym innym nie marzę). Nie uważam że było pusto, bezsensownie i miałko bez dziecka – absolutnie. Było… inaczej.

A teraz patrzę na moją śpiącą córeczkę…

Uwielbiam dziś.

#tuiteraz

 

Ściskamy mocno,

z&m

 

PS

Kiedyś podpisywałam się z.-

Dziś…

 

col1 col2 col3 col4 col5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

19 komentarzy do “M14 LBM

  • Mama Pana Adama

    Ot takie rozterki matki:) Niby tęskni za życiem ‚przeddzieciowym’, ale zapytajcie się którejkolwiek czy by się zamieniła… Świetny tekst, świetne zdjęcia:) Nic dodać, nic ująć:)

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      No właśnie. Pytanie tylko czy żadna by się nie zamieniła bo by się nie zamieniła, czy by się zamieniła bo nie wypada powiedzieć że by się zamieniła 🙂

  • Jagoda (ecookland)

    P.S. Dopiero teraz załadowały mi się fotki…. Chyba się rozbeczę….Powaliłaś mnie…
    Milly będzie miała co czytać…. ( czy ten blog będzie jescze istniał, kiedy Milly będzie już mogła czytać:)? Oby tak! To będzie dla niej fantastyczny prezent…:* Mis JU ZU!

  • Jagoda (ecookland)

    Właśnie dzisiaj o tym myślałam… O macierzyństwie i o tym z czym ono się wiąże… Dzięki za wpis:) Wiem, że nie mam czasu i że należy jeszcze żyć dziko:), bo do tej pory nie żyłam:P, przyjemnie, beztrosko, spontanicznie 🙂 i czasem nieodpowiedzialnie jak na to pozwalają warunki:) Łapać chwilę, bo jej nie łapię…Za chwilę trzydziestka… w świecie, którym żyję, kobiety średnio właśnie po 30stce rodzą pierwsze dziecko. Pocieszam się, że to normalne, choć podświadomie bliżej mi do kultury naszej- polskiej, gdzie rodzina jest najważniejsza. Dająca najwięcej radości, dumy, szczęścia i spełnienia… Pomieszały się wartości. Konflikt. Impas… Trzeba chyba sobie deadline po prostu ustalić:) Projekt „dziecko”. Maj 2016 na przykład:). Nie wyobrażam sobie wpadać:P Jakoś wydaje mi się to niemożliwe:) Chyba jestem zbyt skuteczna i zbyt zapobiegliwa… Nie wyobrażam sobie też planować dziecka. To dla mnie to jak oksymoron:) Dzieci się chyba nie planuje… Dzieci się chce i dzieci się „stają” od tego chcenia:) (i nie tylko :P)… A jak się nie chce, albo się nie jest zdecydowanym, to tylko wpadka „ratuje”:) Pozdrawiam wszystkie Mamy i Niemamy:)

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Jagoda, co za wyznanie, chyba padnę tu przed kompem na amen!!!!
      <3 <3 <3
      PS Dzieci się chce i dzieci się „stają” od tego chcenia - cudownie powiedziane! Teraz tylko chcieć 🙂

  • Magda

    Ależ się wzruszyłam! Przepiękny wpis, a te zdjęcia i zestawienia rozczulają na potęgę!
    Moje „LBN” (że podkradnę) wspominam dość specyficznie, bo zmieniłam je dość gwałtownie, w jeden weekend, a potem zaraz już była Natka, ale to dziwna historia 😉

  • misia

    Jesteś!!!-piękną MAMĄ przez duże M, Jesteś piękną KOBIETĄ!!!! Jesteś-dla MILLY-wszystkim. Swoją drogą-piękne zdjęcia-wszystkie!!! Buziaki.Ciocia M…

  • Marta i Jula

    Jak to niektórzy mówą „nigdy nie ma odpowiedniego momentu na dziecko „: a bo praca,a bo nie ma się jeszcze własnego mieszkania….itp. czasami to tylko takie wymówki. Ja wcale nie żałuje że mam Julkę a wręcz była planowanym dzieckiem i nie wyobrażam sobie teraz innego życia i na dodatek myślę że i tak za późno się za to wziełam 😛 Życie jest teraz pięniejsze…. ( choć nie zawsze jest kolorowo)
    Super foty 🙂 Pozdrawiamy

  • Marta i Jula

    Jak to niektórzy mówą „nigdy nie ma odpowiedniego momentu na dziecko „: a bo praca,a bo nie ma się jeszcze własnego mieszkania….czasami to tylko takie wymówki. Ja wcale nie żałuje że mam Julkę a wręcz była planowanym dzieckiem i nie wyobrażam sobie teraz innego życia i na dodatek myślę że i tak za późno się za to wziełam 😛 Życie jest teraz pięniejsze…. ( oczywiście nie zawsze jest kolorowo)