M13 #nicminiewisi + nowa Tula 9


Wielka Sobota, przygotowania świąteczne wrą (choć głównie u Matki Polki. My ogarnęliśmy mieszkanie, mamy świeże tulipany na stole i święconkę pyszniącą się w wiklinowym koszyku – chyba wystarczy, nie?), Milly się nosi.

Już od poniedziałku u Matki Córek trwa akcja #nicniniewisi promująca prawidłowe noszenie dzieciaków. Wspieram, popieram, uwielbiam!

W zanadrzu mam post o Tulach (to już poświątecznie) – cenach, dealach, wypustach, wc i innych terminach z kosmosu które jeszcze niedawno nic mi nie mówiły. Póki co – po prostu popieram prawidłowe noszenie. Kiedy Mill była mega malutka nosiłam ją w tulowej wkładce dla niemowlaka, co było błędem. Niby skonsultowany fizjoterapeuta pochwalił rozstaw nóżek, że w porzo na bioderka, te sprawy, ale po dogłębnym zbadaniu sprawy ze względu na kręgosłup, usztywnianą wkładkę i trzymanie niesiedzącego dziecka w pozycji pionowej – drugi raz już bym tak nie zrobiła. Nauczyłabym się motać choćby elastyczną chustę i dopóki nie usiądzie nie używała Tuli wbrew zapewnieniom producenta że to okej jest. No, nie jest. W każdym razie od dawna Mill siedzi. Tula jak wiecie u nas w użytku stałym, po zgubieniu naszej (ciągle na nią poluję!) od razu pożyczyłam nieużywaną chwilowo od Olgi –  ale nie było wyjścia – kupiłam nową. I próbowałam, naprawdę próbowałam znaleźć coś tańszego. Kejt podpowiedziała mi wiele fajnych rozwiązań. Jest dużo ergonomicznych, fajnych, zdrowych nosideł niewisiadeł na rynku – nie da się ukryć. Ale nie są Tulami.

I ja nie twierdzę że inne nosidła są gorsze. Ja po prostu bałam się spróbować. Bo kupowanie innego nosidła po to żeby koniec końców i tak skończyć z kolejną Tulą to marnotrawstwo czasu i środków. A jak na coś co tak trzyma swoją wartość (używane Tule sprzedają się po +/- 100 PLN mniej niż nowe. Pod warunkiem że się ich nie zgubi, jak ja poprzednią, rzecz jasna) to ten zakup całkowicie sobie usprawiedliwiłam. Przedstawiam Wam naszą nową Tulę (i tak, wiem że nie wszystkim się spodoba, że czachy są dziecięco dyskusyjne, że to i że tamto. Ale w Tulach taki jest wybór że każdy znajdzie coś dla siebie, serio. Ja mam jeszcze tą Olgową i niestety polubiłam mieć dwie Tule na stanie. Oh dear!). Ta-dam!

DSC_0178

DSC_0180

DSC_0184

DSC_0186_n

 

A Wy jak? Nosicie albo nosiliście dzieciaki w niewisiadłach? Chustujecie?

Ściskamy,

z&m

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

9 komentarzy do “M13 #nicminiewisi + nowa Tula

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      odzdrawiamy! Za to u Was na dwóch nogach! 🙂
      PS. Totalnie podziwiam mamy bez Tuli (czyli i Was!) albo ekwiwalentu. Ja nawet dnia bez Tuli nie przetrwałam!

  • Magda

    Ja tam lubię czachy. Wasze są super!
    Ale że jak to? Ja chyba coś przegapiłam… Zgubiłaś Tulę?!?!?! Aaaaaa!!!! PrzyTULAm!!! 🙁 Myślałam, że rozmiar tylko zmieniacie.
    A Millowe rodzeństwo (jeśli/gdy się pojawi?) przyjadę osobiście zachustować i pokazać, że to całkiem do ogarnięcia. Zwłaszcza dla takich ogarniętych dziewczyn 😛

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Ja też lubię czachy, a nie sądziłam, że lubię. I tak, są super… Ale nie są ukulelami…. 🙁 Zgubiłam Tulę, a o tym tu: http://itsmillyme.com/m12-w-poszukiwaniu-zaginionej-tuli/ (ciągle się nie pozbierałam po tym szczerze mówiąc, ale muszę odpuścić, bo zamartwianie się rzeczami na które nie mamy wpływu nie pomaga, za to Twoje przyTULEnie bardzo!) przyjazd chustowy – jestem za, trzymam za słowo, mam to na piśmie 😀

  • tulilajka

    My chustujemy się w tkaczu od drugiego tygodnia życia Lilki… Zero kolek, nieprzespanych nocy, nie wyobrażamy sobie spaceru bez motania, bo uwielbiamy tulic się do siebie.
    Tak oto powstała Tulilajka… 😉 pozdrawiamy!

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      🙂 Piękna historia… Ja zaczęłam od tkacza w czwartej dobie życia Mill… I to zdecydowanie jej się nie podobało, bo chciała spać. Ups. Kolek też nie było u Mill, mimo niewypału z chustą. Ale fajnie że Wam się sprawdziła!

      • tulilajka

        To jest ciekawe zjawisko z tymi tkaczami, bo i nasza pociecha, i znajomych dzieciaki tez na początku nie za bardzo chciały w chustach siedziec, szarpaly się i marudzily, dałysmy
        sobie spokój na 2 tygodnie, myślę że to był właśnie ten „mamo! Chcę się wyspać ” moment, ale po jakimś czasie wszystkie chusty pokochaly… Ale Tula też jest cudna! Czachy rulez!!!