M13 Real life 10


Blogosferę uwielbiam, co zrobić. W pogodę, niepogodę, o czwartej nad ranem przy kolejnym karmieniu albo z doskoku i pięciu minut czasu względnie wolnego kiedy dziecko zajmuje się samo sobą i pozwalam sobie na dozór z oddalenia na pół metra łypiąc jednym okiem w telefon. W początkach mojego macierzyństwa, albo nawet wcześniej, za czasów ciąży, kiedy żadna z moich koleżanek nie podzielała akurat tego stanu zwanego błogosławionym (choć u mnie taki nie zdecydowanie nie był) i nie przeżywała podobnych emocji, blogosfera pozwalała mi znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie pytania i zwyczajnie poznać dziewczyny na podobnym życiowym etapie, z podobnymi rozterkami i problemami, za to z uniknięciem for w stylu ‚marcóweczki 2014’ które wiem że niektórym pasują, jednak nie są kompletnie moją bajką.

Widzę jak blogi które śledziłam od początku (albo niemal początku) ciąży się rozwijają albo zwijają, ewoluują albo poddają normalnemu życiu i z blogosfery wycofują, dzieciaki rosną, mamy kwitną – z radością widzę takie zmiany. Sama jestem gdzieś pośrodku – dorobiłam się domeny i grafika (choć strona wizualna bloga jeszcze nie jest taka stuprocentowo moja i ostateczna, ale po 10 maja, kiedy pozablogowe obowiązki się – mam nadzieję – zmniejszą – w końcu będzie), ale czasy codziennych postów z czasów ciąży i początkowych miesięcy życia Mill zdają się na stałe odejść do lamusa. Wolę pisać rzadziej, za to bez zapchajdziur, strojów dnia (umówmy się, szafiarka z mnie jak z koziej dupy trąbka) czy innych nie do końca ‚moich’ rzeczy w celu utrzymania statystyk. Slow blogging coraz bardziej robi się moja bajką. Zwłaszcza przy szalonym tempie tak zwanego real life’a, czyli życia toczącego się niekoniecznie za pośrednictwem liter, zdjęć i wymiaru 2D. I – z całym szacunkiem i uwielbieniem dla czytelnika – spotkania z żywymi ludźmi (z tymi poznanymi wirtualnie włącznie) jednak zawsze będą wiodły prym nad spotkaniami wirtualnymi.

Nie demonizuję internetów. Uważam że to cudowny wynalazek, dla zalatanych mam nieraz doskonały. Ale kiedy wiosna za oknem… Nie mogę, no po prostu nie mogę usprawiedliwić siedzenia przed monitorem. Ani nawet nie chcę. A telefon wyjmuję tylko po to żeby uchwycić moment na zdjęciu.

U nas ostatnio było tak.. A u Was?

z&m

 

10913509_10203952851321067_44613064_n 11092660_10203952852321092_918856872_n 11100619_10203960998964753_2084534575_n 11119861_10153071955530845_528383718_n 11121819_10203896265586459_1961264138_n 11130326_10203952851841080_1259868893_n 11136894_10203952851241065_22680868_n 11137056_10203960999244760_695689644_n

11139681_10203960999284761_1253214825_n 11146075_10203952852241090_502097031_n DSC_0346 odbasi


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

10 komentarzy do “M13 Real life

  • kaja

    co Ty masz Dziewczyno z tym brakiem czapki u dziecka? Ciekawe czy jakbyś Ty była prawie łysa czy fajnie by Ci było tak z goła głową? Nie umiesz pojąć ze dziecko w dodatku takie malutkie powinno mieć nakrycie głowy? Dziwne masz podejście.

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Kajo!
      Dziękuję Ci za Dziewczynę z dużej litery, pełen szacun!
      Podejście mam jakie mam, mnie wydaje się normalne, a dziwne wydają mi się czapki i kurtki na dzieciakach keidy mamy siedzą w krótkich rękawkach i smędzą że gorąco.
      Myślę że z gołą głową było by mi całkiem fajnie, a gdyby nie – to nie ściągałabym czapki zakładanej na tą głowę (co Milly czyni kiedy jej za ciepło, a kiedy jest zimno czapkę dzierży bez problemu).
      Pozdrawiam Cię ciepło i zdrówka życzę!

      • Donna L.

        Wyświetliło mi się 8 dzieciowych zdjęć, z czego Milly na 3 ma czapkę, a na 4 dzierży w ją łapce (plus chyba jedno zdjęcie jest w pomieszczeniu, nie wiem, czy tam też dyktat czapkowy obowiązuje). Zastanówmy się zatem, co znaczy „brak czapki u dziecka”.

        Zuzi, nastepnym razem podawaj, proszę, warunki atmosferyczne (temperatura, wiatr etc.), może to uspokoi emocje.

        • Ruby Soho

          Właśnie tak. Ja rozumiem, że czapka, tudzież kapelusik od słońca mógłby się na tej małej głowie znaleźć. Niemniej jednak ta czapka w łapce coś oznacza.. hmmmm. ciekawe co?
          Zuz, może jest jakiś ekologiczny superglue do dzieci, by te czapy przytwierdzać na stałe? Zmywałoby się go wieczorem podczas mycia głowy? Trzeba coś takiego opatentować, bo Cię zjedzą te hejtery! A przecież nie będziesz wszystkim tłumaczyć, że Mill w czapce wytrzymuje góra 5 sekund, i że każdy z obecnych na posiadówie przynajmniej kilka razy jej ten kapelusz na głowę zakładał. Dziwne masz podejście. Hejter i tak swoje wie, nie przekonasz.

  • Marta i Julia

    Oj tak teraz coraz cieplej i coraz czesciej bedzie sie siedziało na dworze na świeżym powietrzu z dzieckiem…szkoda tego pięknego czasu marnowac przed komputerem..a teraz szczegolnie gdy nasze córki juz nie usiedzą w miejscu (bynajmniej moja) 🙂 oczywiscie nie mowię zeby calkowicie zrezygnowac bo lubie czytac twój blog 🙂
    Weeekend był przepiękny – pierwszy grill ,zabawy na dworze i spaceryyyy. Widze ze wam tez pogoda dopisała a ty matka jak zwykle laseczka.Buziaki dla Milenki 🙂

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Moja też nie usiedzi w miejscu :)))) Z blogowania zupeółnei nie zrezygnuję (raczej) i szalenie mi miło że lubisz nas czytać, ale nie chcę też pisać o byle czym. Wiesz jak jest.
      U nas też pierwszy grill, zabawy na dworze, spaceryyyyy i posiadówki ogrodowe. Cudnie było!
      Dzięki za komplementy! I Milenka odbuziakowuje!