M14 Nie nie nie 13


Mówiłam Wam już że mieszkam w piaskownicy? Dzień bez piaskownicy dniem straconym (a bywają i takie, bo w deszczu piaskownica – co tu ukrywać – ssie – i aktywności zastępcze domowe mają miejsce. Odkąd w domu zagościła huśtawka w prezencie od Matki Polki tragedii nie ma, ale też takiego szału jak huśtawka naplacozabawowa ciągle nie robi). Swoją drogą – dziecięcą chęć przebywania na świeżym powietrzu, a już najlepiej z innymi dziećmi uważam za cudowną. Fajnie sobie przypomnieć, że czasem prawdziwe życie nie toczy się między szmatką do podłogi, klawiaturą komputera i stosem książek pracowych czy innych papierzysk do wypełnienia, a w słońcu (nawet mimo jego braku), z piaskiem między zębami i budzącą się do życia przyrodą, zieleniącą się tak że szkoda żeby takie widoki nas omijały z powodu szmaty, klawiatury albo książek czy papierzysk.

 

Piaskownica świetnym miejscem do obserwacji jest, powie Wam to każda matka i każdy przytomny psycholog chcący badać tę grupę społeczną. A ile ma zębów (mamy dzieci w wieku około Mill), a ile już Ci wypadło zębów (dzieci w wieku okołozerówkowym, autentyk), a przesypia noce, a korzysta z nocnika. Zanim dojdzie do tego jest jeszcze ile ma (lat albo miesięcy) i ile waży oraz – co zauważam ze smutkiem ale jednak – czasem w porywach jak ma na imię. Zanim ktoś przytomnie o to zapyta zwraca się do innych dzieci per ‘dziewczynka’ albo ‘chłopczyk’, co osobiście mnie średnio przekonuje (już pal licho że o Mill mówią per ‘chłopczyk’ jeśli akurat nie ma nic różowego, ale kurczę, przecież mają imiona te dzieciaki! Jak ktoś mnie pyta o to ile mam lat lub nie daj Boże ile ważę to fajnie by było gdyby przedtem wiedział jak mam na imię), więc sama z reguły zaczynam właśnie od tego. Komplementów się w piaskownicy sypie co niemiara (och jaka ona słodka, och jakie on ma fajne buciki, ależ piękna ta wkładka do wózka, a po pani w ogóle to nie widać że kiedykolwiek była w ciąży) i mam wrażenie że obowiązuje jakiś ogólny porządek społeczny w skali mikro, który jednak jeszcze nie do końca rozumiem, więc… obserwuję, odpowiadam na pytania, i nie odzywam się za dużo. Chętnie przeczytałabym jakiegoś klasyka od savoir-vivru (Pani Rozenek, robota dla Pani!) w specjalnej edycji piaskownikowej, ale póki co takowego nie znalazłam… Obserwuję więc i siedzę cicho, bo wtrącanie się w czyjeś metody wychowawcze nie leży w mojej naturze. Ależ kurczę, dziś było mi naprawdę ciężko!

 

Nie odzywanie się do nieznajomych w mojej naturze leży jak najbardziej (piaskownica to wyzwanie więc, ale jeśli ktoś inny się do mnie odezwie pierwszy to często nawet z niekłamaną przyjemnością uprawiam te piaskownikowe small-talki) natomiast dzisiejszego chłopczyka (nie wiem jak miał na imię, z mamą nie rozmawiałam, a i ona nigdy nie zwróciła się do niego po imieniu… choć gadała do niego non-stop) było mi zwyczajnie żal. Na oko chłopczyk (nazwijmy go Chłopczykiem) miał około dwa lata i jego mina na środku piaskownicy była tak smutna, że Kłapouchy z Kubusia Puchatka w kontraście wyglądałby jak optymista sezonu. Nic dziwnego zresztą. Mama Chłopczyka siedziała na ławeczce w dżinsach, trampkach i koszulce z krótkim rękawem, a dziecko było w zimowych traperach (może nie zdążyła kupić wiosennych butów, to w sumie jestem w stanie zrozumieć), grubych dżinsach, swetrze i kurtce. Nie, nie cienkiej kurtce, normalne, zimowej. I czapce, rzecz jasna (ja byłam w spodenkach ¾ do biegania i, podobnie jak mama chłopczyka, krótkim rękawku, a Mill w bodziaku z długim rękawem, chustce od słońca na głowie, getrach i sandałach. Było naprawdę ciepło). I już kit z tą czapką, kumam, że dla niektórych mam outing bez czapki, nawet w upalny dzień, nie ma racji bytu (choć serio, była by już pora na letnie czapki w takie dni jak dziś), ale przecież ten chłopczyk się ewidentnie gotował. Pozostałe dzieci w piaskownicy miały co najwyżej bluzę, a większość cienkie trykoty. A ten biedak w tej kurtce. A mama nic. Czyżby nie miała podobnego do mnie zmysłu obserwacji? Ciężko mi zrozumieć jak może umknąć uwadze fakt, że nasze dziecko zdecydowanie odstaje ubraniowo-warstwowo od reszty (że już nie wspomnę o korelacji temperatura-ubranie i fakcie, że ona sama miała krótki rękawek), ale to jeszcze nie koniec historii. Niestety.

 

Chłopczyk ten, mimo policzków pąsowych niczym najprawdziwszy z londyńskich autobusów, próbował się bawić. I próbował jest tu słowem kluczowym. Nie bierz tego! Nie siadaj! Nie, tu też nie siadaj, bo piasek mokry! Nie ściągaj czapki (!). Nie odchodź tak daleko (cztery kroki, plus minus, od piaskownicy, przyp. ZC). Nie baw się tym, bo to nie Twoje! Nie, tym też się nie baw! Nie zaczepiaj dziewczynki! Nie syp piaskiem! Nie dotykaj! Nie uderzaj! No nie stój tak!

 

W ciągu piętnastu minut kiedy obserwowałam owego Chłopczyka jego mama nie powiedziała do niego ani jednego zdania nie zaczynającego się od ‘nie’. Chłopczyk stał i miał płacz na końcu nosa. Skoro nie mógł zrobić nic, i nie miał stać (ale zaznaczmy że siedzieć też nie mógł ani odchodzić) nie widzę w tym niczego dziwnego. Ja chciałam rozpłakać się razem z nim.

 

W końcu mama chłopczyka zdecydowała że idą do domu i poszli, a mnie udało się nie rozpłakać. Pierwszy raz poczułam się dość pewnie jako mama patrząc na roześmianą Mill urzędującą w najlepsze z trójką obcych dzieciaków w bardziej lub mniej podobnym wieku, bawiących się zabawkami jak gdyby podobnie do sprzętu placo-zabawowego były jego elementem i nie należały do nikogo – nikt nie robił awantur o to co jest czyje i które dziecko czym akurat powinno się bawić. Wszystkie dzieciaki równo umorusane piaskiem, uczące się zachowań w grupie, walczące o zabawki zachęcane przez rodziców żeby może jednak tak nie walczyły. Bez spiny, warczenia na siebie, a tym bardziej na dzieci. Z dużą dawką zrozumienia. I wtedy oprócz Chłopczyka który już poszedł zrobiło mi się okropnie żal również jego mamy. Pomyślałam, że taki piaskownicowy poradnik przydałby się jej jeszcze bardziej niż mnie.

 

Ściskamy,

z&m

 

11246030_377912339067763_9052593164599567429_n millmill2


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

13 komentarzy do “M14 Nie nie nie

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      O widzisz, ja nawet nie wiedziałam że piaskownice takim polskim fenomenem są.
      Mama Chłopczyka na wieść o dzieciach bawiących się w żwirku i pyle dostała by chyba zawału.

  • Marta i Julia

    Ale u was cieplutko musi być 🙂 u nas pogoda się zepsuła ja na przymusowym wolnym bo Juleczka chora i z domu nie wychodzimy. Moja córa tez by tylko na dworze siedziała. Rano jak wstaje to od razu leci do szafy i wyciąga swoją kurteczkę 🙂 U nas tez chusta na głowie jest zamaist czapy 🙂 albo opaska. Pozdrawiamy

  • Jagoda

    O matko jedyna! Ja też bym nie wytrzymała…. Zebrało się we mnie negatywnych uczuć garstka, ale i też współczucie dla biednego Chłopczyka:(… Zawsze będę postulować, że zamiast durnych ( sorry jeśli kogoś obrażam) nauk przedmałżeńskich, obowiązkowo pary małżeńskie należałoby wysyłać na lekcje wychowania dzieci do najlepszych psychologów:/… coby kobieta wiedziała, że już na bank będzie miała dziecko ze skrzywioną psychą….jeśli tak strofuje dziecko. Zero miłości, akceptacji, zrozumienia, wspólnej radości… Mniemam, że ta matka jest zaburzona bardziej niż to biedne dzieciątko…. Zuuuuu w pewnych momentach chyba warto reagować…. Ja ( znasz mnie) na pewno bym nie jedno powiedziała…. Wiadomo, że nie to co tu;), bo inaczej, łagodniej, żeby dotrzeć a nie moralizować… Z uśmiechem spróbować…. Może by skumała… Czasami nie warto być pasywnym, kiedy zło dzieje się na naszych oczach. Z drugiej strony, wiadomo, że jedna taka uwaga tej „pani” nie odmieni… Aż serce się kraje…. Niektórzy powinni być sterylizowani…. Mam nadzieję, że ta kobita natrafi kiedyś na Twojego bloga i wiele się od Ciebie nauczy… Chłopczyku! Niech Bóg ( i to mówię ja?!) ma Ciebie w opiece… bo na matkę liczyć nia możesz:/

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Jagód, o rany, ależ się uniosłaś. Zresztą nie dziwię się, we mnie ta historia mocno siedzi i ciągle myślę czy dobrze zrobiłam nie mówiąc nic.

  • Anonim

    Nawet mi się smutno zrobiło. 🙁 „Nie stój tak” – rany… Ja bym chyba nie wytrzymała z komentarzem. Grube ubieranie dzieci to dla mnie też jakaś paranoja, najbardziej mi zawsze żal niemowlaków w gondolach, które nawet w największy upał mają 3 warstwy ubrań, czapki i gruby koc na tym wszystkim…
    Swoją drogą świetna sprawa z taką piaskownicą, bardzo zazdroszczę. U mnie, pośród głębokich lasów, takich atrakcji nie ma, a jak dotrzemy do cywilizacji i moja córka zobaczy dziecko to umiera z ekscytacji. Bardzo żałuję, że ma taki ograniczony kontakt z rówieśnikami.

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Chłopczyka żal, mnie też smutno Nie widziałam go więcej.
      A Wy i może piaskownicy nie macie, ale za to głębokie lasy i zapasy biblioteczne godne pozazdroszczenia 🙂
      A jeśli chodzi o reakcję na dzieci to rozumiem, bo ja w sumie uwielbiam patrzeć na Mill interakcje z innymi dziećmi.

  • Mama Pana Adama

    Bardzo mądry tekst:) Jak widzę podobne sytuacje na naszym placu zabaw to serce mi pęka na pół. Jak widzę dzieci, którym krzyczy się w parku: ‚nie biegaj po trawie’, ‚przewrócisz się’, ‚nie dotykaj ziemi bo się pobrudzisz’, ‚ubierz czapkę, bo ci uszy zawieje’… Matko i córko… Dzieć nie może być już dzieciem? Mój Bąbel nie bardzo jeszcze umie komunikować się z innymi dziećmi, często któreś szarpnie, albo palnie łapką przy nieporadnej próbie pogłaskania koleżanki po włosach. Matka reaguje, ale staram się nie warczeć, nie krzyczeć. Nie zaczynać zdania od ‚nie’. A nawet jeśli takie się zdarzają, a umówmy się – zdarzać się muszą, to gdzie pozytywne słowa skierowane wobec dziecka? Zachęcające, chwalące? Każdemu trzeba słów w stylu ‚jak pięknie się podzieliłeś tą łopatką’, albo ‚jesteś super, że pomogłeś Jasiowi wybudować ten zamek’ (jak już w piaskownicowym kontekście operujemy:)) Boże ile jeszcze wyzwań przed nami:) A jak myślałam, że jak A. za miesiąc skończy rok to już będzie z górki;):)

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Tiaaaa… Wiesz jak to podobno jest… Małe dziecko mały problem.
      Ja nie wiem co myśleć. Dla mnie cały czas jest coś – jest niemowlakiem, to ciągle śpi, ale za to mu się ulewa, potem mu się nie ulewa – ale za to się przemieszcza i trzeba mieć oczy dookoła głowy, odpieluchowany jest odpieluchowany – super, za to bije inne dzieciaki (czy coś w ten deseń). Chyba nigdy nie jest łatwiej ani trudniej tylko – po prostu – inaczej. Ważne jest jednak to co my z tym zrobimy żeby nie być mamami Chlopczyka, po prostu.