M30/M3 Dwujęzyczny dwóipółlatek czyli jak gada Milly? 12


dsc_0036

Jak gada Milly? Jak szalona!

Dużo i bez opamiętania, jak większość znanych mi dzieci w podobnym wieku. O ile na początku świadomego wysławiania się dominował u niej angielski jednak, o tyle po wakacjach, kiedy pozbawiona taty na 2,5 miesiąca (nie licząc rozmów na Skype, rzecz jasna) rozgadała się po polsku.

Mówi często o sobie w rodzaju męskim (obudziłem [się], zjadłem, chciałem) do tej pory nie umiem rozszyfrować dlaczego, bo doskonale wie że jest dziewczynką i oburzona protestuje kiedy ją zapytać czy jest inaczej (Mimi nie boy jest, czinka jestem, silly mummy!). Mówi raczej do każdego w jego języku (Daddy look! Mamo popatrz!) choć czasem miesza, a że cała najbliższa rodzina to podchwytuje to zdania typu: Coiny masz? Idziemy na playground? Boat bydzie! są na porządku dziennym (chodzi oczywiście o monety do ustrojstw dla dzieci które ruszają się kiedy wrzucić do nich monety. Ja z reguły monet nie mam lub – yyyy – twierdzę że nie mam – natomiast Dzidek zwykle ma, ale Milly i tak sprawdza). Ja jestem zdania że należy w miarę możliwości rozdzielać języki, więc mówię (a przynajmniej się staram!).

Mało jest takich słów które są osobistymi słowami Mill na różne rzeczy, z reguły poprawnie określa przedmioty po polsku bądź angielsku bądź w obu językach. Jest jednak kilka takich małych wyrazów które są tylko jej – mana na przykład to od niepamiętnych czasów banan a lemut – dacie wiarę – wcale nie lemur tylko wielbłąd. I rodzinny klasyk nad klasyki, czyli musztarda według Milly to dżemik blee (Mama lubi to, M[i]lenka nie).

 

Członkowie rodziny to Ba[b]cia Lonka (Ilonka) – moja babcia, Kasia – moja mama, której Mill nie zwykła nazywać babcią i Dziadziuś vel Ajnusz czyli mój tata (i tak ewoluował z po prostu Noża, wiecie – Janusz-> Nusz -> Nóż). Zresztą nie tylko w imieniu taty Mill przestawia głoski, ale popularny tablet to Apajd.

Jej błędy językowe są często niezwykle logiczne, w stylu: Ubierzyłaś buciki mamo? lub Słońce jest, nie ma burzy, nie ma pada deszcz.

Podwójna liczba mnoga ciągle na porządku dziennym – dziecis na placu zabaw, ulubione pink lodis, socksy trzeba ubrać.

Często, choć nie zawsze, nie wymawia Mill [r] i [w], substutując te głoski [ł]. I tak mamy: Mamo, kałę masz! albo Kroła jest tu! tudzież moje ukochane Płoszę bałdzo!

Ogólnie rzecz ujmując – kupa śmiechu jest z nią. Dużo już mówi (o, apropos dużo, lekko zmiękcza [ż], ale ciągle mówi je wyraźniej niż [ź], wszystko jest w stanie przekazać, codziennie zaskakuje nas czymś nowym. Akcent angielski ma perfekcyjny, zdecydowanie lepszy niż i tak nie najgorszy mój. Po polsku mówi bez żadnych wpływów intonacyjnych z drugiego języka. Cudownie się to śledzi. I… fajnie mają te dwujęzyczne dwulatki!

Milly: Komat ug[r]yzł tutaj!

Mama czyli Zuzi czyli ja: KomaR

M: KomaT!

Z: KomaR!

M: KomaT!

Z: Milly, a powiedz RoweR

M: yyy… Bike!

A Wasze dwulatki jak? Też takie małe Katałynki?

Ściskam,

z.-

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

12 komentarzy do “M30/M3 Dwujęzyczny dwóipółlatek czyli jak gada Milly?

  • Magda

    Muszę poznać Mill, no muszę! Pewnie nie zrozumiem, ale to nic! Mnie moja Natka rozśmiesza, ale Ty to musisz mieć ubaw na całego.
    Ja dołączam do grona zazdroszczących i wspominających swoją traumę z nauki angielskiego (a potem każdego innego). Do tej pory mam przekonanie, że nie dam rady.
    U nas od zawsze (tj. odkąd ma) hulajnoga = hangonga.

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Magda, musimys ię serio umówić na spotkanie, to nie może dłużej czekać. Ja też marzę o spotkaniu Was, a Mill się tak rozgadała że chyba oszalejesz zawodowo przy niej :DDDDD

  • Mama Pana Adama

    U nas statek to wciąż „tita”, koparka – „opa” no i ostatnio „ewrem” zamiast tramwaj^^ Chociaż mowa Bąbla wciąż opiera się bardziej na wydawaniu przypadkowych dźwięków to i tak jest coraz lepiej:D A Milly, no cóż – boska jest:) Zazdroszczę jej trochę tej dwujęzyczności, bo pamiętam jak opornie w szkole szła mi nauka języków:P

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Serio? Mnie szłą dobrze, na razie dwujęzycznosci trochę jej współczuję, bo w jej dialekcie (chcę do kitchen iść, I went school bałić!) rozumiem ją tylko ja i inni mówiący po angielsku znajomi. Na razie mam poczucie że nigdzie nie jest na 100% u siebie, ani w towarzystwie polskim ani angielskim. Ale wiem, że na dłuższą metę to dla niej fantastyczna sprawa.

  • Pola - Odpoczywalnia

    super! Uwielbiam słuchać dwujęzycznych dzieci, niesamowite jakie dzieciaki mają chłonne umysły!
    Moja dwulatka też gada jak najęta, tym cudownym nie do końca gramatycznym językiem. A starszak do tego pory ma swoje „przekręty” czyli np ‚kuchar’ zamiast ‚puchar’, ‚trąbki’ zamiast trampki, ulicja (ulica) i chochinka (choinka) 😉

  • Kinga M.

    Super wpis! Magda z „Logomatki” się na pewno ucieszy i schrupie pościk z błogą przyjemnością 🙂

    Jako, że na stanie mam dwulatka, to z rozwojem mowy jestem na bieżąco 🙂 Codziennie coś nowego, z dnia na dzień coraz lepsza komunikacja. Uwielbiam liczbę mnogą tworzoną przez Mill. U nas klasycznie 😉 Jeżeli chodzi o dwujęzyczność to zazdroszczę! rewelacyjne jest to, że nauka nie będzie dla niej traumą (jak dla mnie w podstawówce) tylko czymś naturalnym. Moja dobra przyjaciółka mieszka w Hiszpanii i jej córka posługuje się trzema językami: polskim, hiszpańskim i angielskim, a nawet czterema, bo katalońskim również.

    U nas do niedawna autobus to „laluś”. Nie wiem skąd i dlaczego. Zwłaszcza mojej siostrze się to podoba i czasem „wykłóca” się z Mieszkiem, by powiedział „laluś” 😉

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Wow, trilingualne dzieciaki znam (wypas) ale cztery języki to już w ogóle wow!

      Laluś, hahah. Jak ten smerf :))))

      Podstawówkowej traumy współczuję, Mill może nie ominąć z niemieckim czy innym francuskim 🙂