M32/M4 Hello November! 13


 

Melduję, że żyję.

Że żyję i mam się całkiem dobrze.

 

Prokastynacja

Na wszystko jest w życiu czas. Przez ostatnie kilka lat czas był moim czasem na łapanie dziesięciu srok za ogon i bieg. Bieg, który pozytywnie mnie nakręcał i dawał poczucie sprawczości, ale w pewnym momencie zaczął mnie nieco spalać. Bo Delta (ten warszawski kurs nauczycielski), bo dziecko, bo blog, bo praca, bo to, bo tamto, bo siamto, bo owamto. Bo w pewnym momencie poczułam że tego ‚bo’ jest za dużo. Że chcę mieć czas na patrzenie niemowlęciu w oczy, dopóki jest jeszcze niemowlęciem. Chcę mieć czas żeby nie spieprzyć wychowania dwulatki, bo wszystko, co zainwestuję w nią teraz zaprocetuje w przyszłości. Chcę mieć czas na tak opiewany w internetach ‚slow’, który przez dłuższy czas wydawał mi się zbędnym luksusem i pochwałą lenistwa, a tylko pełne obroty sprawiały że miałam poczucie niemarnowania czasu.

I nie zrozumcie mnie źle, powolna kawa pita na tarasie w toskańskim słońcu z książką w jednej dłoni, kawą w drugiej i konwersacją z Towarzyszem Mężem w międzyczasie nieprzerwaną żadnym z dziecięcych pytań/próśb/żądań (Mill) i niemowlęcych potrzeb (Róża) pozzostaje ciągle w sferze marzeń (i to zapewne bardzo odległych), ale staram się ile wlezie odpoczywać. Jak wiadomo przy dwójce małych dzieci tego ile wlezie nie jest jakoś wybitnie sporo, ale małe rzeczy, typu audiobook i kolorowanie zamiast ciągłej spiny że w domu bałagan (tak, w domu jest bałagan. Czasem większy, czasem mniejszy i wiecznie planuję go posprzątać gruntownie, ale brakuje a to czasu a to energii, więc się tym nie spalam. Uczę się więcej odpuszczać i machać ręką za cenę mojego zdrowia psychicznego). Czasem chcę po prostu poleżeć przed telewizorem (Azja Express, Singielka, Top Model, you name it!) i zamiast stresować sie kolejną datą publikacji posta po prostu leżeć z nogami wyciągniętymi na wiecznie rozłożonej kanapie, z głową Towarzysza Męża na moich kolanach, głaskać go po głowie i pozwolić mózgowi odreagowywć wszystkie rodzicielskie książki które czytam, które oprócz tego że pomagają mi zrozumieć wiele mechanizmów wpędzają mnie też w poczucie winy i wieczny parent-mode-alert, który na pewno jest z korzyścią dla dzieci, ale zostawia matkę wyplutą energetycznie do cna.

dsc_0604

Być no-lifem

Przedszkole. Odwieźć, zawieźć, przywieźć. Posprzątać, pozamiatać. Pranie wstawić, kolejne wywieźć do mamy bo nie ma gdzie suszyć w małym blokowym mieszkaniu pozbawionym kaloryferów wyższych niż 10 cm nad ziemią.  Załatwić kartę z NFZtu, odwołać się od pisma z siłowni sprzed dwóch lat, przygotować posiłek, pożonglować niemowlęciem (które i tak jest złotym dzieckiem i grzechem by było narzekać). Jakieś zakupy w biegu, z jednym dzieckiem w wózku (gdzieś te zakupy trzeba nosić), drugim w chuście, albo jednym w Tuli drugim w w wózku. Place zabaw, sale zabaw, muzea straży pożarnej, nawet kawiarnie z kącikami dla dzieci, wszystko pro-dziecięce. Zmywarka w międzyczasie i tak zwany lajf. Typowa horror-story Matki-Polki udomowionej. Odkąd zauważyłam że kiedy to że raz w tygodniu na trzy i pół godziny wychodzę uczyć nazywam ‚czasem wolnym’ stwierdziłam że coś jest niehalo. Słasby taki lajf. Ciężko się wywać, nie mówię że się nie da, ale TM pracuje jak dziki, z dwójką dzieci nikt mi nie zostanie, a wszystkie bliskie mi kobiety też albo obarczone mnóstwem małych dzieci albo wymagającą karierą zawodową. Nawet wina napić się nie napiję, jasny gwint.

dsc_0606

Szczęście

A jednak gdzieś w tej całej jesieni wciąż mam poczucie ogromnego szczęścia. Wdzięczności, że mam zdrową rodzinę, w szerszej perspektywie – bardzo wygodne życie, tfu tfu I odpukać w niemalowane pozbawione większych dramatów. Że ta kawa i ta Toskania to muszą poczekać, ale rodzinny spacer z tarzaniem się w jesiennych liściach włącznie – wcale nie musi. Bo choć czasem mam zupełnie dość tego dziecięcego upupienia, piękniejszego dźwięku niż śmiech Mill i widoku piękniejszego niż bezzębny uśmiech Rosie – wybaczcie tkliwość, ale nie uświadczyłam.

PS Napiszcie o czym chcecie poczytać. Myślę o książkach Mill, o książkach o rodzicielstwie które namiętnie czytam, o przedszkolu, o ulubionych gadżetach tej jesieni albo o sprawach totalnie nieparentingowych. Odbiór!

Ściskam,

z.-

dsc_0433

 

 

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

13 komentarzy do “M32/M4 Hello November!

  • Marta i Julia

    heheh z tym praniem mam to samo mam 60 m2 ale jesienią/zimą pościel piorę u mamy 😛 😛
    Moja Julcia chodzi do przedszkola publicznego – już /dopiero drugi dzień chętnie poczytam o przedszkolu Milenki 🙂 i o jej książkach .
    Pozdrawiamy 🙂

  • Asia

    Najchętniej poznam kilka tytułów książek o rodzicielstwie. Młody ma bunt dwularka (trzylatka??) do sześcianu i „Brazelton”, który dostałam jakoś tego nie może udźwignąć. Może ty znasz coś mądrego? Co do zwolnienia w życiu to dzięki za ten wpis! Ostatnio czuję się paskudnie. Jak stary mop po prostu, bo ciężko gdzieś wyjść samemu, gdy ma się dwójkę w tym jednego poniżej roku. Bo gdy trudno zadbać o siebie w różnych dziedzinach tak jak dawniej, a wyjście do Lidla wydaje się luksusem, to fajnie usłyszeć , że ten czas z dziećmi jest przecież świetny, wartościowy i piękny. I nie trzeba się pieklić, że ten czas się marnuje, bo tak nie jest!

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Oczywiście że nie. W ogóle, ale to w ogóle tego czasu nie żałuję! Ja przeczytałam sporo już tych rodzicielskich książek i wychodzą mi bokiem trochę :))) Zaczęłam z grubej rury od Juula, a później przeczytałam ‚Dziecko z Bliska’ Agnieszki Stein i kultowe ‚Jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły, jak mówić żeby dzieci na słuchały’ (czy na odwrót). Myślę w sumie, że gdybym odwróziła kolejność wyciągnęłabym dla siebie więcej z tych książek, ale głównie dlatego że ja jestem uberpraktyk – lubię działać, sprawdzić czy coś u mnie też się sprawdza, a jeśli tak lub nie – dowiadywać się dlaczego. Zależy co lubisz 🙂

  • Aga M.

    O kucze, ale mnie tu nie było. Z przyczyn dokładnie wyżej wymienionych.
    Zainwestowałam ostatnio w robota-odkurzacz i idzie w ruch codziennie. Matko, ale ułatwienie (tym bardziej przy psie). Jak bym jeszcze dorwała takowego co chodzi i zbiera zabawki to byłby już pełen sukces.
    A to do zwalniania zycia: jestem totalnie za! Kilka dobrych lat mi to zajęło (zwłaszcza przy własnym biznesie), że trzeba dać sobie na totalny luz i czasem po prostu nic nie robić. Takie momenty są o wiele bardziej kreatywne, niż niejedna burza mózgów.

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      O, to, to!
      Ja się odkurzacza nie dorobiłam co prawda, ale w końcu zaczynam ogarniać sprzątanie na bieżąco i porządki większego kalibru robione z doskoku podczas drzemek Róży o ile jesteśmy w domu (zima sprzyja). A czasem… nauczyłam się i to olewać i zasiąść z książką i kawą. I łądować baterie. Bo jak matka padnie to kaplica! :))))

  • Anonim

    Będzie jeszcze bardziej komfortowo jak kupisz suszarkę bebnowa. Można ją postawić na pralce. Serio. Resztę uwielbiam i przklaskuje. Jedno reko😀 bo karmię😀

      • Zuzi
        Zuzi Autor wpisu

        Dzięki Kejt. W wolnej chwili podeślę Ci zdjęcie mojej pralki. To jest, jak dostanę się do niej spod sterty innych rzeczy którymi jest zawalona, z wózkiem włącznie. Nie da rady no, nie da rady, jest zabudowana i w ogóle. Ale jak tylko się przeprowadzę kupuję pralko-suszarkę, nie ma opcji bez tego. No nie ma. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę 🙂

  • Dominika

    Może sprawy totalnie nieparentingowe najpierw? A potem książki o rodzicielstwie i jesienne gadżety:) I może pierwsze refleksje przedszkolne? Miło znów Cię poczytać:)