M4/M31 Co się stało z moim Instagramem? 10


Słyszę to pytanie. I czytam. I sama się zastanawiam.

capture

Było tak.

Jak zwykle sięgam rano po telefon żeby pooglądać zdjęcia, poserduszkować i odwlec moment kiedy w końcu trzeba będzie coś zrobić. Instagram twierdzi że nie umie mnie zalogować i pyta czy chcę się zalogować przzez facebooka. OK, próbuję to robić, a instagram tworzy mi nowe powiązane z facebookiem konto zamiast zalogować mnie na itsmillyme. Próbuję zalogować się z komputera, nie da się. Panikuję lekko, ale jeszcze myślę że to nic takiego. Rzucam się w wir zajęć w który nie chciałam się rzucać, ale brak instagrama nie pozostawił mi wyboru.

Odruchowo sięgam po telefon, ale ciągle nie działa. Trochę nad tym płaczę, troche próbuję coś zrobić, ale nie umiem. Proszę o interwencję Towarzysza Męża który mimo natłoku własnych spraw traktuje mnie poważnie i działa. W międzyczasie dowiaduję się że nie ja jedyna, czworgu moich znajomych dzieje się to samo. Myślę że acha, jakaś większa awaria, pewnie zaraz to naprawią i po krzyku, olewam więc sprawę, macham ręką. Po dwóch dniach od zgłoszenia sprawy pomoc techniczna od Instagrama wysyła mi maila ze szczegółowymi instrukcjami wysłania zdjęcia mnie z kartką z odręcznie napisanym kodem z maila, nazwą użytkownika i jeszcze paroma innymi danymi. Babcia Pra strzela mi fotkę, wysyłam ją do pomocy technicznewj Insta i… Nic. Od tygodnia nic.

Pomoco techniczna Insta więc – ssiesz. Mojego konta nie ma.

I co? I niby nie zmianiło się w moim życiu na wielka skalę nic. Ale kiedy jestem z dziećmi rzadziej sięgam po telefon, nawet po to, żeby zrobić zdjęcie. Zastanawiam się czy to dobrze czy źle. Z jednej strony mam poczucie że jestem w pewnym sensie bardziej tu i teraz, że każdy moment chłonę całą sobą zupełnie ignorując potencjalne kadry, że moje dzieci zdecydowanie mniej widzą mnie z telefonem w ręku co samo w sobie jest tylko dobre. Ale jest i druga strona medalu. Wszystkie te chwile o których mówię, to osławione tu i teraz, wszystkie momenty kiedy jestem z moimi dziećmi – zlewają sie w jedno rozmyte wspomnienie. A lubię wracać do szczegółów które umykają. Do tego co Milly miała na sobie wtedy kiedy w zoo wspięła się na tę rzeźbę żółwia i nie umiała zejść ale próbowała zrobić z niego zjeżdżalnię. Do tych małych śpiochów z których Róża już wyrosła. Do tych wszystkich puzzli, klocków, i pozornie niewiele znaczących zlepków minut kształtujących dzieciństwo moich córek. Lubię obraz który wyłania się z mojego instagramowego profilu, mimo tego że odkąd niemal rok temu postanowiłam nie publikować wizerunku buzi moich dzieci nie widać tam wszystkiego. Ale widać tyle, ile chcę odsłonić i tyle, na ile komfortowo jestem w stanie się tym dzielić. Widać miłość, przynajmniej ja ją widzę. To nie tylko zdjęcia, to spójny, sielankowy obraz do którego lubię wracać jak mam gorszy dzień i poczucie, że zupełnie nie daję rady z całym tym macierzyństwem. I działa, serio, jest mi wtedy lepiej. I niby do normalnych zdjęć też mogę wracać, ba, niewykadrowanych nawet, ale… ale mówiąc szczerze nie mam motywacji. Tychnologia cyfrowa i tysiące zdjęć zniechęcają mnie do przelądania mnóstwa podobnych kadrów. I tak, teoretycznie mogłabym z tym zrobić porządek, wydrukować albumy (wciąż na mojej to-do liście!) ale profil instagramowy to taki quick-fix, najlepsze z najlepszych przypominające mi że jednak bardzo lubię moje życie.

Instagram często cieszy moje oczy, często motywuje i inspiruje. Ale też pożera czas, mnóstwo czasu. Widzę to jeszcze bardziej teraz, niejako odgórnie odcięta od źródła. Świat nie wali się bez tych serduszek a ja mimo wszystko nie mam poczucia że moje życie jest uboższe. Czytam więcej książek, słucham więcej audiobuków. Wbrew (moim własnym) przypuszczeniom nie przerzuciłam sie na fejsbuki i inne internetowe czasopochłaniacze.

Widać da się żyć bez mediów społecznościowych i to całkiem nieźle. Daleka jestem jednak od ekstremalnych kroków, wciąż łudzę się że mój instagramowy profil wróci. Zweryfikowałam trochę moje do insta podejście, trochę biję się w piersi, za często, za dużo. Ale wszystko jest dla ludzi. Jeśli wróci – kiedy dzieci pójdą spać mogę spędzić 10 minut przeglądając zdjęcia i dodając własne. Ba, zamierzam to zrobić z wielką ochotą i nie mogę się tego doczekać. Ale, wbrew temu co sugeruje nazwa, nie wszystko musi być insta i natychmiast. Slow life wymaga wysiłku. A ja jak zwykle – umiar i balans. Wszystko z umiarem włącznie z umiarem, jak mawia Towarzysz Mąż.

Tym samym – mam nadzieję że do zobaczenia na Instagramie wkrótce. Choć być może trochę rzadziej. I nie gniewajcie się za brak serduszek o każdej porze. Pewnie będę zajęta malowaniem jakiegoś z Mill.

A Wy, macie swoje konta? Jak często z nich korzystacie? Za dużo, za mało?

Ściskam,

ZC


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

10 komentarzy do “M4/M31 Co się stało z moim Instagramem?

  • Marta i Julia

    Ja mam jeszcze swoje konto (mysłalam nad usunieciem) ale rzadko juz dodaje zdjęcia …Faktycznie mi instagram zabierał mnóstwo czasu….ograniczyłam to…

  • kejt

    A ja właśnie lubię Insta za to, że pożera tego czasu najmniej ( o wiele, wiele mnież fb w moim przypadku- ach te gruuupyyy), za tą ulotność i obrazkowość i bardzo mi Was brakuje na Insta 🙁

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      Jesteśmy już! :* Mi za to fb zabiera baaaardzo mało czasu, za to na insta przepadam na amen. I tak, myślę że najwyższa pora odinstalować appkę Pudelka 🙂

  • Mama Pana Adama

    Towarzysz Mąż dobrze gada o tym umiarze:) Ja lubię Insta. Chyba za to, że jest przyjemnym czasoumilaczem w sytuacjach ekstremalnych jak kolejka u dentysty, podróż autobusem ze śpiącym w wózku dwulatkiem, szybką kawę w czasie poobiedniej drzemki Bąbla. Często robię zdjęcie i nie mam czasu go wrzucić przez 2 dni i tak też bywa. Ląduje na Insta jak znajdę czas lub wcale:) Ale da się bez niego żyć:) Podczas 2 tygodni wakacji we Włoszech żyłam w ogóle odcięta od sieci, bo tak chciałam. I dobrze mi z tym było:) Niczego mi nie brakowało. Zgadzam się – wszystko z umiarem.

  • Zuzanna Szulist

    Ja głównie wieczorem właśnie. W ciągu dnia szwankuje mi internet. 😛 A jak działa to wyłączam kabel, bo nie lubię tego nawyku sprawdzania czy czasem na fejsie albo insta nie pojawiło się nic nowego, a tylko tak umiem z tym walczyć. Często dodaję zdjęcia z poprzedniego dnia, a moi biedni followersi myślą że to takie aktualne i na gorąco. 😉
    Twojego profilu nie ma wcale, zniknęły też Twoje komentarze pod zdjęciami innych. 🙁

    • Zuzi
      Zuzi Autor wpisu

      No wiem 🙁 I customer service im szwankuje na maksa. Olałam ich w końcu i założyłam nowe konto. też nei dodaję zdjęć natychmiast tylkow wolnej chwili czyli yyy… głównie jak karmię a Róża drzemie. Telefon wygodniej się trzyma niż książkę, niestety. Jakoś tak lubię mieć większy spokój ostatnio.