M5 Spacerówka: tuning z Lela Blanc 26


Wrócił Towarzysz Mąż! Jest radość! Chyba osobny post temu zadedykuję, ale póki co… jest wielka radość!

Pamiętacie mojego posta z chciejlistą sierpniową? Lista się realizuje. Powoli, bo powoli, ale zawsze… Moje wypatrzone i trudnodostępne krzesełko do karmienia Cosatto powinno przyjść na początku września, a wymarzone flamingi od Lela Blanc…. Przyszły!

Postanowiliśmy więc z Towarzyszem Mężem przesiąść Mill do spacerówki i przez te parę dni spróbować, jak jej w niej, zanim się wypuścimy urlopowo w siną dal. I tak, wiem, że ona jest za mała żeby siedzieć – ergo, nie siedzi. Spacerówka nasza (Bebetto Luca) rozkłada się na całkiem płasko i wydaje się prosta w obsłudze, ale jako że nie używaliśmy jej jeszcze w ogóle (już raz próbowałam, ale było zdecydowanie za wcześnie, a teraz, kiedy prawie 5 miesięcy Mill ma, jakoś bardziej chyba i jej i nam się widzi). Może w niej Mill też półleżeć i zdecydowanie widzi lepiej świat niż z gondoli więc nie spodziewam się aż takich buntów jak przy tejże. Poza tym – przy upałach cyrkulacja powietrza w tym wózku zdecydowanie bardziej daje radę. O pozostałych wadach/zaletach wypowiem się, jak poużywam dłużej, testy trwają. Ciągle też myślę o lekkiej spacerówce (Quinny, ach ten Quinny), ale ze względu na inne wydatki (wakacje!!!!!) pozostaje to ciągle w sferze myślenia, i naszą Bebettową spacerówkę chcę wykorzystać (zresztą te wielkie koła na zimę chyba też się lepiej sprawdzą, hmmm).

Parę wad z pierwszego rzutu oka tej Bebettowej spacerówki od ręki załatwiły Lela-blancowe flamingi – primo: nuda. Szary lubię, biały lubię, ale spacerówka moja, mimo uwielbienia dla gondoli, wydawała mi się jednak nieco toporna, nudna i smutna. I jasne, nie wygląd jest najważniejszy w wózku, ale dla upierdliwej estetki jak ja też się liczy.

Zachęcona Olgowym zestawem w Liski (do zobaczenia tu) i jej komentarzem o tym, żeby brać ze śpiworkiem pod postem z moją chciejlistą – cóż, zamówiłam te chciejlisto-sierpniowe flamingi…. I nie ukrywam – jest zachwyt!

Wszystko przyszło szybko i sprawnie i piękne jest tak jak myślałam, że będzie. Świetna jakościowo bawełna, z drugiej strony przytulne minki. Czyli drugi problem ze spacerówką – a mianowicie sztuczny i nieprzyjemny jak szlag materiał wkładki z wózka – rozwiązany. Maluch uratowany od wózkowej sztuczności, zwłaszcza w upalne lato – średnio się na tym siedzi, i tak tam kombinowałam z kocykami, prześcieradełkami i ręcznikami, ale te pasy to jednak był problem, a Mill jednak żywotnym dość dzieckiem jest i pasy zapinać trzeba, wyjścia nie ma. Wkładka do wózka Lela Blanc ma te wszystkie dziury gdzie trzeba, pasy przechodzą. Przez śpiworek (cienki, ale grzeje i nie spada, będzie jak znalazł na kończące się lato i wczesną jesień) też można pas przewlec. A jeśli jest na śpiworek za ciepło (jak dziś!) w ogóle go można odpiąć i zostaje sama spacerówko-wkładka. Do tego ochraniacze na pasy które dopełniają całości (i Mill wyjątkowo smakują, bo wiadomo, ochraniacze na pasy są od tego żeby je jeść). Wszystko jest!

O zaletach poduszki-koniczynki się nie będę rozpisywać – mamy już jedną z LaMillou dostaną od norweskiej cioteczki J. – i bardzo sobie chwalimy. Jeździ z nami samochodem w foteliku, a w spacerówce i Rocker-Napperze ładnie Mill wyśrodkowuje i główka jej się nie obija. Teraz mamy więc kolejną, we flamingi, pasującą do spacerówkowej reszty akcesoriów, i spełniającą dokładnie taką samą rolę. Poduszka do wkładki ze spacerówki jest przymocowana osobnym pasem materiału i trzyma się bezproblemowo. Podobnie jak sama wkładka – poduszka też jest dwustronna i tył jest z jednokolorowego minki. Poza tym ma świetny patent w postaci takiego mini-sznureczka na zabawkę lub smoczek, które można doczepić do poduszki, a w razie braku potrzeb zabawkowo-smoczkowych można całą tą przywieszkę zdjąć (oł, baj-dy-łej – czy ja wspominałam o tym że Mill mi się odsmoczkowała?!).

Jeszcze poza tym – razem z przesyłką przyszedł do nas woreczek z tego samego materiału (no co ja poradzę – zakochałam się w tych flamingach! Zresztą Lela Blanc ma w ogóle świetne wzory i zdecydowanie nieoklepane, a dziewczyńskie magnolie z najnowszej kolekcji, takie same jak w skandynawskim Elodie Details, też mnie powalają na łopatki. I te koty! Ach!), więc coś czuję że nasz laktator ma nowy domek….

Co tu dużo gadać – jest szał. Dodatkowo Lela Blanc, wbrew obco brzmiącej nazwie, to polska firma, a polskie firmy, które mają ładny dizajn i są świetnie wykonane, zawsze promować będę, nie ma to tamto.

Tak więc – prezentuję ledwo-obudzoną Mill w jej nowym stuningowanym wózku. Prawda, że lepiej? I mnie i Towarzyszowi Mężowi podoba się bardzo – bardzo!

PS. Jestę blogerę – w związku z czym podbiłam do przesympatycznej pani Ilony z Lela Blanc wyrażając zachwyt nad flamingami i poprosiłam o rabat dla moich czytelników, gdyby zachwyt podzielili. Tym samym z dumą ogłaszam, że po raz pierwszy (i mam nadzieję nie ostatni!) do czynienia mamy z promo na blogu Zu we współpracy z Lela Blanc – dla wszystkich czytelników bloga, którzy skuszą się na dowolne produkty Lela Blanc (do nabycia tu) na hasło ‚millyme’ udzielone zostanie Wam 10% rabatu (czyli tyle, ile dostałam i ja). Promocja ważna od dziś (poniedziałek, 18/08/2014) przez równy tydzień. Zapraszam, zachęcam, polecam, a jeśli chodzi o jesienną minki-wersję i siedzącą Mill – stay tuned, nadchodzą!

A oto przykładowe ceny [w kwadratowych nawiasach po rabacie]:

Poduszka-koniczynka: 59 PLN [53.10PLN]
Wkładka do wózka: 104PLN [93.60PLN]
Wkładka do wózka ze śpiworkiem: 184PLN [165.60PLN]
Ochraniacze na pasy: 29 PLN [26.10PLN]
Zestaw: wkładka do wózka + poduszka: 136 PLN [122.40]
Zestaw na wypasie: wkładka do wózka + śpiworek + poduszka 224 PLN [201.60]
Zestaw na mega wypasie: wkładka do wózka + śpiworek + poduszka + ochraniacze na pasy 224PLN + 29PLN = 253PLN [227.70PLN]

Wszystkie linki są do różnych wzorów, ale tych oczywiście jest na stronie sklepu do wyboru do koloru, więc zachęcam do przejrzenia. I inne produkty też są – i poduchy podnoszące wysokość stołka, i podróżne, śpiworki (sama zasadzam się ja jakiś na zimę!), kocyki, ochraniacze na łóżeczko (ekhem, przecież potrzebuję, nie? Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ostrzegam!)… No cuda wianki po prostu!

Ściskamy,
z&m

Produkt startowy. Jest ok, ale tyłka nie urywa.

 
 Mill eksploruje zestaw flamingowy
 Jak to kończymy sesję wózkową i muszę wyjść? Ale ja nie chcę!!!!! No mamoooo!!!!
 Kiedy za ciepło na śpiworek – odpinamy. I tak, ja bardzo chcę siedzieć, ale wiem że po fotce mama i tak mnie klapnie z powrotem leżeć, eh. I jak tu się uśmiechać?

 I w takiej właśnie półleżącej pozycji mnie woźcie! Lubimy!

 Zabawy z tatą…. Jeeee!

 Kosi kosi łapki

 Piękne te flamingi!
 Ulubiona Koza zwana Gertrudą też załapała się na mini-przejażdżkę stjuningowanym wózkiem po ogrodzie u dziadków

 A tu inna zabawka przymocowana do poduszki – bo może być. Nie wyleci za burtę, jest pewność. Super sprawa dla dzieci ze smoczkiem też.

 Śpiworek mama odpięła i prezentuje z kozą
 I to minki taaaaakie mięciutkie
 No i pisałam już przecież że pasy są po to żeby je jeść. Czyż nie?

 To ja dziękuję! Dobra inwestycja w rzeczy samej.
I nowy domek dla laktatora (w naszym przypadku – ale z przeznaczeniem, oczywiście, na co dusza zapragnie)
I jak Wam się podoba?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

26 komentarzy do “M5 Spacerówka: tuning z Lela Blanc