M6/Y2 Blogosfera. Było kiedyś coś takiego… 12


recently-updated

Jestem, choć bardziej mnie nie ma.

Jestem w zoo, gdzie są nowe słonie, Ned i Scott, które przyjechały z Londynu. I lew nowy, Bolek z Gdańska, też jest. I ulubione małpki Dużej.

Jestem w samochodzie, gdzie w drodze do przedszkola Duża namiętnie pyta ‚Jest już koli?’ a Mała obok pochrapuje słodko, głuży z zadowoleniem albo ukontentowana spokojnym warkotem silnika milczy i kontempluje.

Jestem, kiedy jest mniej różowo. Kiedy trzeba Dużą podnieść po upadku i dać maminego buziaka, który jest panaceum na wszystko pod warunkiem że jest maminy i kiedy ząbkującą Małą może ukoić tylko mój zapach, tylko moje ramiona i tylko moje mleko.

Jestem w domu, gdzie próbuję walczyć z naturalnym dla mnie chaosem i gdzie opóźniony syndrom wicia gniazda zdaje się przybierać na sile.

Jestem, kiedy Duża mówi ‚Mamooo, chooodź, tańczymy’ i kiedy Mała na wstecznym zawędruje pod choinkę i domaga się pomocy w wywędrowaniu spod niej.

Jestem z nosem w książce, która mówi mi, jak być lepszym rodzicem na zmianę z tą, która bez pośpiechu opowiada o drodze przez zupełnie inny kontynent.

Jestem w parku pchając wózek z Małą i nosząc w nosidle Dużą słuchając słów wsparcia i spotykając się z różnymi innymi gestami życzliwości ze strony obcych przecież zupełnie przechodniów.

Jestem w kawiarni, gdzie pijąc kawę i jedząc ciasto (no bo jak to tak, bez ciasta) uśmiecham się porozumiewczo do innych mam, koloruję wyłożone dla dzieci kolorowanki i tłumaczę świat odpowiadając na niekończące się ‚A dlaczego?’.

Jestem w szwedzkiej sieciówce meblowej gdzie przy wegańskich klopsach i asyście Towarzysza Męża sprawdzam szybko stan konta i bez większego kalkulowania ryzyka i tego za co te pieluszki przy następnej wizycie w Biedrze realizuję marzenie Dużej o niebieskim łóżku.

Jestem, kiedy czerwona pupa Małej wymaga posmarowania, rączki Dużej wyczyszczenia niezmywalnych dla zwykłych śmiertelników śladów kreatywnej twórczości, cała rodzina przygotowania posiłku a mój nowoodkryty zmysł estetyczny posrzątania po nim.

Jestem w pracy, gdzie z doskoku prowadzę zajęcia z Małą w chuście i przerwami pod dyktando karmień i przewijań a nie zegarka.

Jestem u mojej mamy, vel Matki Polki, która piecze ciasteczka z Dużą kiedy ja bez pośpiechu karmię Małą i prowadzę small talki z babcią Pra.

Jestem na koncercie albo w teatrze, jeśli uda mi się wyjść bez bagażu dwójki małych dzieci. Czasem się udaje. Częściej nie.

Jestem w łóżku, gdzie wtulona we mnie z jednej strony Mała mocuje się z gryzakiem a wtulona z drugiej Duża przynosi coraz to nowe książeczki z okrzykiem ‚Czytamy!’

Jestem na kanapie w salonokuchni, gdzie Towarzysz Mąż czeka z zimową herbatą, kocem i serialem. Wie, że i tak niedooglądam, że zasnę umęczona całym intensywnym dniem. Ale i tak parzy tę harbatę, szykuje ten koc, przytula mnie mocno i całuje w czubek głowy.

Jestem.

W blogosferze na razie mnie nie ma.

***

Blogosfera.

Tak, było kiedyś coś takiego.

***

Wpis ten pojawił się pewnie trochę dlatego, bo chciałabym dodać wyżej linijkę w stylu:

Jestem gdzieś, gdzie nocny stukot klawiatury będącym jedynym dźwiękiem w domu pełnym codziennego chaosu przypomina mi, że gdzieś między wierszami piszę dla siebie, dla moich dziewczyn i dla tych, którzy jeszcze chcą mnie czytać.

***

Być może w Nowym Roku.

 

Ściskam Was mocno,

z.-

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

12 komentarzy do “M6/Y2 Blogosfera. Było kiedyś coś takiego…