M6/Y2 Kobiety, do garów! 2


Mam wiele zalet, z pewnością. Zupełnie jednak niepolsko – nie gotuję. OK, zdarza mi się gotować coś wegańskiego z Jadłonomii, ale przyjemności w tym nie odnajduję specjalnie (w przeciwieństwie do jedzenia, jeść wielbię pasjami). Nie pochodzę z niegotującej rodziny – Matka Polka jak przykucharzy to nie ma zmiłuj, zarówno w daniach tradycyjnych jak i nowoczesnych fusion. Robi wszystko. Specjalizuje się w mięsie (jako słaby amator mięsa w ogóle być może tego nie doceniam, natomiast cała rodzina i goście – owszem) i ciastach (tu w docenianiu z kolei wiodę prym, i tak, piszę to zjadłwszy trzy kawałki obłędnego rafaello których w ogóle nie żałuję). Babcia Pra też gotująca, u niej z kolei zwłaszcza dania polskie (placki, pierogi, te klimaty) i takie, które pamiętam z dzieciństwa (banany w cieście, pierogi leniwe, te sprawy). Cóż, gdzie kucharek sześć… Jak już mamy dwie gotujące, valkoverem oddałam dziewczynom, miejsce w kuchni i z powodzeniem funkcjonowałam na najprostszych przepisach kiedy mieszkałam poza Polską. I jadałam na mieście. Jakoś stanie dwie godziny przy garach po to żeby obiad był nigdy nie było moją bajką, no nie było. Do tej pory nie jest, szczerze mówiąc. Gotuje głównie Matka Polka i Towarzysz Mąż. Albo jem kanapki i jogurty jak Towarzysz Mąż w pracy a Mill w przedszkolu. Nie będę sama sobie gotować, no. Wiem że niektórzy tak mają – ja nie. Za to kanapki robię doskonałe 😉

Zupełnie nie wiem jakim cudem więc Mill uwielbia gotowanie i wszystko co z nim związane. Pasjami opowiada o jedzeniu, lalkami bawi się w gotowanie, zapytana co chce robić mówi że gotować. Wie co to wałek i stolnica, wie co to łyżka cedzakowa (od stworów Ruby Times się chyba nauczyła, no bo przecież nie od matki!), serwuje niezliczone kawy i ciastka (czy muszę dodawać że to mój absolutny numer jeden wśród toddlerowych zabaw?). Kuchnia do zabawy u dziadków (o niej tu) w użyciu przy niemal każdej wizycie, drewniane jedzenie do krojenia w domu – niemal codziennie. Wizja większego lokum – ciągle na etapie wizji, więc klamka zapadła – nie mamy miejsca ale jakoś jej tę kuchenkę WCIŚNIEMY.

4

7-001

Może zwlekalibyśmy trochę dłużej…  Rozważaliśmy różne opcje, od jakiegoś roku. Kuchenka z Ikei, mój absolutny hit ze względu na jakość wykonania głównie, do której wzdycham od dawna i nawet cenę byłabym w stanie przełknąć bo bardzo przekłada się na jakość, ba, nawet fakt że jest tak popularna i w pewnym sensie oklepana też mnie nie ruszał. Potem rozważaliśmy też bardziej przyjazną małym mieszkaniom małą kuchenkę z Ikei a nawet drewnianą super-małą ale za to bardzo ładną kuchenkę z Tesco. Promocje na kuchenki KidKrafta na Limango też mnie kusiły, ale mimo tego że wszystkie wyżej wymienione są bardzo ładne to ich jakość lub cena nie do końca mnie przekonywały.

A później pojawiła się ONA. Drewniana kuchenka z Lidla, w okolicy grudnia. Choć wiem że one bywają cyklicznie, w okolicy Świąt, Dnia Dziecka i podobnych okazji. Wizualnie urzekła mnie na tyle że bez sprawdzania jakości wysłałam dziadków na polowanie i stwierdziłam że trudno, ryzyk-fizyk, jak mnie nie przekona to puszczę dalej jakimś olxem czy czymś albo nawet zwrócę bo w Lidlu możliwe są zwroty. I przepadłam, zakochałam się. I tak, ciągle ustępuje w grubości i porządności tej ikeowskiej, za to ma wiele innych zalet (patrz niżej). Polowanie zakończone sukcesem. Kuchenkę przyniósł Santa (ten jeden jedyny prezent zostawiliśmy na 25 grudnia i po angielsku Mill odpakowała go po wstaniu rano) i entuzjazm toddlera był równie wielki jak mój.

Tylko czekanie aż tata skręci nie było najmocniejszą ze stron. Polecam więc skręcić najpierw a później zapakować, jedna frustracja z głowy.

Niemniej jednak prezent był i jest hitem. Bawi się nią codziennie, układa w szafkach, zakłada fartuszek i specjalizuje się w pizzy. Uwielbiam na nią patrzeć! Ze mnie pod tym względem żaden role-model, więc tym bardziej cieszę się że nie stanęło jej to na przeszkodzie. Można bez tego żyć? No jasne że można! Podobnie jak bez stolika mammut zamiast stolika kawowego, ba, nawet żyje się pewnie ładniej i lepiej. Natomiast żyje się wspaniale wiedząc, że są marzenia naszych dzieci, które możemy spełniać. Że już nie wspomnę o tym jak cudowne jest to że nawet mam szansę ogarnąć jakiś kawałek mieszkania podczas gdy Mill jest zajęta pichceniem.

3

1-001

Co lubię w tej kuchence?

  • Wygląd. jednym słowem – jest po prostu ładna. Nie psuje mi wizualnie salonu (w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej tyczasowych plastikowych mebelków z Ikei).
  • Jakość wykonania – co prawda nie jest aż tak gruba i mocna (nie wiem jak przetłumaczyć angielskie sturdy… ale jeśli wiecie o co z tym słowem chodzi – to właśnie o to) jak osławiony Duktig ale jest naprawdę dobrze – wszystkie szafki otwierają się bardzo łatwo, elementy wskakują na swoje miejsce tam gdzie mają i nic nie zostaje w rękach oderwane przez nieuważne niemowlę.
  • Łatwość montażu – Towarzysz Mąż skręcił nawet wybrakowanym zestawem narzędzi Dzidka bez problemów.
  • Rozmiar – nie za duża, nie za mała – akurat, nawet w naszym malutkim mieszkanku.
  • Garnki i akcesoria kuchenne w cenie.
  • Radość toddlera który bawi się nią codziennie – lubię najbardziej, wiadomo!

A czego nie lubię?

  • Czerwonych gałek. Na razie pasują mi do reszty (w przeciwieństwie do niebieskiego stolika, różowego stołeczka i zielonego krzesła, ale to już inna para kaloszy) ale mam już kobaltową farbę w sprayu żeby je przemalować tak, żeby pasowały do łóżka Mill. Oczywiście to bardzo wydumany problem, wiadomo że gałki musiały być w jakimś kolorze i producent postawił na czerwony, co wcale nie jest złą opcją… Po prostu ja widzę je w niebieskim 🙂
  • Trzeba ją jakoś zabezpieczyć. Muszę ją chyba naolejować bo elementy drewniane są tak bardzo drewniane że wydaje mi się że brakuje im jakiegoś końcowego… sznitu.

Więc… Jeśli macie miejsce, środki (w sumie widzę że kuchenka sporo potaniała od premiery i różnica w cenie między naszą a tą wynosi 25% czyli stówę, a nie, jak do tej pory kiedy górne szafki w ikei trzeba było kupować osobno za kolejne 129PLN – dużo więcej, więc i ten podpunkt zdaje się jest do przełknięcia) i zupełnie nie przeszkadza Wam że kuchenka Ikei jest wszęęęędzie – to ciągle jednak chyba polecam ją bardziej. Ale Lidlowa kuchanka naprawdę daje radę. Zachwyt nad naszą od miesiąca nie mija i mimo baaardzo intensywnego użycia ciągle wygląda jak nowa ( choć nie łudzę się że będzie tak wiecznie, ani z zachwytem ani z wyglądem).

Gwiezdnik Zu:

four-out-of-five-stars1

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 komentarzy do “M6/Y2 Kobiety, do garów!

  • Mama Pana Adama

    Gdyby mój Bąbel umiał czytać, poczułby się urażony, nierówno potraktowany i strzeliłby widowiskowego focha objawiającego się histerią, jaką tylko dwuipółlatek potrafi zaprezentować! Kobiety do garów?! Co On ma powiedzieć, gdy jego wielkim marzeniem jest właśnie kuchenka z Ikei?!:D Chociaż szczerze myślę, że Lidlową też by nie pogardził. Od Mikołaja dostał tej zimy warsztat z narzędziami i na kuchnie zabrakło $$$ – wiadomo – ‚życie na kredycie’:D Ale będziemy się czaić na kolejne okazje, może na Dzień Dziecka znów będzie w lidlowej ofercie;)

  • Marta i Julia

    U mnie to moja mama jest najlepsza kucharka- ugotuje,upiecze pysznosci 🙂 Ja nie umiem ale cos tam ugotuje ,za to mój mąż nadawałby sie na szefa kuchni bo tez potrafi dobrze gotować. Juleczka natomiast nie posiada takiej kuchni (ale lubi myc „gary” u babci, u nas odpada bo przewaznie pracuje zmywarka :P- Julkia narazie jest na etapie wypelniania roznych kart z literkami ,cyframi i ksztaltami i zagadki – duzo takich rzeczy mamy firmy CzuCzu -Julia je uwielbia.Oczywiście do innych ulubionych zajec zaliczam- ciastoline,farby ,wycinanki…gre w piłke i odbijanie paletką 😛
    Moze cos na wielkanoc wymyslimy z kuchnia 😉 tylko gdzie ja ją wstawie ??????? 🙂 🙂