M7/Y2 Jak rozpętałam trzecią wojnę światową 1


DSC_0497

Jeśli śledzicie nasz instagram to wiecie że można nas tam częściej spotkać niż tutaj. Z bardzo prozaicznego powodu: niedoczas. Luty minął mi ekspresowo, niestety w niezbyt fajnym tego słowa znaczeniu. Palców obu rąk by mi zabrakło gdybym chciała napisać ile razy byłam u lekarza, z jednym dzieckiem, z drugim, z Towarzyszem Mężem i sama ze sobą. Taki sezon, nie ma się co rozczulać.

Apogeum trwa. Co prawda właśnie wróciłam od pediatry z dobrymi wiadomościami i kuponem potwierdzającym szóstkę w totka (tudzież ekwiwalentem – czyli karteczką że Mill może wrócić do pkola od poniedziałku) ale diagnozujemy się dalej intensywnie. Wczoraj na przykład byłam z nią na badaniach krwi. 7:15 rano, kolejka na trzydzieści osób, mamo, boooojam się.

Miła Pani Emerytka, nazwijmy ją MPE, podchodzi i pyta Mill jak ma na imię (Mlenka Clowes) i mówi że ma fajne futerko w kurteczce (Dzięki!). Dodaje żebym poszła z dzieckiem bez kolejki. Na to Inna Pani Emerytka, nazwijmy ją IPE, oddalona o jakieś dwa miejsca od wejścia oburza się: Pani! Jakie dzieci! Bez kolejki! Mowy nie ma!

I tu towarzystwo się dzieli. Większość popiera MPE, rozczulając się widokiem drobnej trzylatki. Reszta narzeka ze wszyscy czekają więc drobna trzylatka też może. MPE tłumaczy IPE że przecież ona jest taka mała i o co jej chodzi, IPE tłumaczy że ona owszem, dzieco przepuści, ale dlatego że jest – uwaga – miła – a nie dlatego że się należy, a ona – MPE – nie będzie jej rozkazywać bo nie jest kierowniczką przychodni. Ja nie odzywam się ani słowem bo nie wiem co powiedzieć. IPE z fochem mówi że mam wejść z tym dzieckiem, ja odpowiadam że wszyscy czekają to i my poczekamy (bo Mill nawet nie jęczy przejęta tym co się dzieje), ludzie z kolejki mówią mi że mam iść a ja dziękuję i czuję ogromną wdzięczność do MPE.

Wiecie, nie jestem trybem matki roszczeniowej. W ciąży chyba raz skorzystałam z kasy pierwszeństwa w Tesco, i to tylko dlatego że nie czułam się najlepiej. Przeciwnie – czuję się skrępowana kiedy ktoś uważa że coś mi się należy tylko dlatego że mam małe dzieci. Ale wtedy, o tej 7:15 rano, kiedy z chorą Mill i chorą Różą w domu, odwoławszy lekcje i fryzjera (znowu. Ale cóż, priorytety) czekałam na pobieranie krwi poczułam nadzwyczajną chęć uściskania uśmiechniętej starszej pani w moim imieniu stawiającej czoła mniej uśmiechniętej starszej pani tylko dlatego że ja ekstremalnie nie lubię sytuacji konfliktowych i pewnie czekałabym godzinę w kolejce (czy ile by tam trzeba było czekać) gdyby nie ona.

Wie Pani – usłyszałam kiedy wychodziłam po całkiem znośnym (nie bolało bardzo mami, tylko trochę. Dzielna byłam. Mogę lody już?) pobieraniu krwi – świat byłby lepszy gdyby ludzie byli zwyczajnie mili. I empatyczni. Tak proszę Pani, empatyczni. A ludzie to tylko na siebie patrzą teraz, a tak nie wolno. Przecież widzimy jak z dziećmi jest trudno, po co sobie jeszcze kłody pod nogi rzucać. A w naszym wieku to najwyżej odcinek M jak Miłość przepadnie. I trudno. Miłego dnia pani życzę. Dobrze że Pani poszła bez kolejki.

Sytuacja jak z Musierowicz, jak Boga kocham. Do tego pożegnana zostałam uśmiechami wszystkich na sali, chóralnym pa-pa, ale byłaś dzielna w kierunku mojej córki i, mimo zażenowania faktem że zupełnie bez mojego udziału, za to z mojego powodu, powstała taka sytuacja – wiedziałam, ze to będzie dobry dzień.

– Dziękuję. Naprawdę, dziękuję bardzo – powiedziałam tylko cicho i ubrawszy Mill w miliony jeszcze zimowych warstw szybko zbiegłam ze schodów. Jeszcze kilka chwil i gotowa się byłam rozpłakać.

***

Inna Pani Emerytko – przepraszam, że musiała Pani przeze mnie czekać chwilę dłużej w kolejce.

Miła Pani Emerytko – po prostu – dziękuję. Dzięki takim ludziom jak Pani świat naprawdę jest lepszy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Komentarz do “M7/Y2 Jak rozpętałam trzecią wojnę światową

  • Marta i Julia

    Niestety od kiedy Jula zaczęła chodzić do przedszkola choróbska nas nie opuszczają (tylko jelitówki „pfffu pfffu” nas nie łapią na całe szczęście) -aktualnie znów chora a ja po raz kolejny na L4. U nas u lekarza rodzinnego identyczna sytuacja …na pytanie KTO OSTATNI w kolejce – CISZAAAAAAAAAAAA nikt nie odpowiada !!!! Nikt nie przepuści dzieci ,za przeproszeniem stare krowy się pchają……dopiero wpuszczą jak rejestratorka powie że dzieci mają pierwszeństwo!!!!!!