W33 OOTD #6 czyli ciężarówka imprezowo 11



W życiu każdej ciężarówki przychodzi czas, kiedy musi wyglądać, mimo tego że najchętniej pozostałaby w dresie i z książką/Internetem/przed telewizorem.
Niektórym z nas ciąża trafia w okres ślubów, wtedy to jest dopiero przekichane.
Ślubów udało nam się uniknąć, natomiast mieliśmy rodzinną imprezkę, na której trzeba było wyglądać.
I wiecie co? Nie było tak źle! Mimo samopoczucia powiedzmy takiego sobie w tej końcówce ciążowej jakoś ciągle radość sprawia mi zakładanie sukienek, makijaż i próby wyglądania ładnie mimo zgag, rzygów i innych ciążowych nieprzyjemności. Poza tym nic tak nie poprawia ciężarówkowego samopoczucia jak duża grupa dawno niewidzianych krewnych i znajomych komplementująca ciężarówkowy wygląd.
Terapię imprezową polecam wszelkim zmęczonym mamom-to-be. Ponieważ jesteś tego warta, czy jak to szło.
A to co miałam na sobie:

Brzucha ewidentnie już się nie da ukryć, więc równie dobrze można go próbować eksponować. Gdybym stała prosto i się nie garbiła nie byłabym sobą.

‘Ale Niiiiick, musisz zbliżenie na biżuterię zrobić, masz to? Ale tak z dziobem? Ale jaką mam minę? Może być? Zrób jeszcze jedno na wszelki wypadek! Czemu nie? Jak to kończymy? Jesteśmy spóźnieni? Ale jaaaak to? No dobra, to chodźmy’ (mina i wielka plama/cień/cokolwiek to jest na moim lewym cycku do wymiany, ale jako że byliśmy spóźnieni wymienić nie ma na co).

 Miało być zbliżenie na buty, a wyszło jak zawsze.

 

A w skład autfitu wchodzi co następuje:
– sukienka Intimissimi, dostana od mamy na początku ciąży z perspektywą tego, że będzie rosnąć razem ze mną, a raczej z Milly. No i rośnie. Po ciąży też ją pewnie będę nosić, a nosi się pięknie i co najważniejsze jest bez prasowania. Jako że obecnie w Intimissimi 50% obniżki polecam bardzo. Mają też czarną i jest na przecenie (wiem, bo się wkurzałam, że moja była bez, mimo że to prezent. Ale szczerze mówiąc jak na tyle, ile nosiłam ją ciążowo, to i tak była tego warta)
– rajtki z chińskiego sklepu w San Sebastian, te same co ostatnio (tu)
– buty Badura sprzed paru dobrych sezonów. Z przecen, oczywiście. Nie noszę ich mega często, bo jednak szpilę mają dość wysoką, ale na randki i imprezki rodzinne kiedy łowimy komplementy bardzo się nadają. Zwłaszcza kiedy się głównie siedzi i je nie trzeba w nich dylać nie-wiadomo-ile. Są z mięciutkiej skórki i ciągle dopinam się w nich w łydce, co uważam za niemały sukces w ósmym miesiącu ciąży z niemal ośmioma kilogramami na plusie
– biżu: standardowy zegarek MK, obrączka i pierścionek zaręczynowy + niestandardowe korale z Promodu dostane na 25te urodziny.
Do tego:
– włosy wyjątkowo rozczesane (rzadkość)
– standardowy mejkap z trochę ciemniejszym niż zwykle cieniem.
Wychodzimy, bawimy się ile wlezie i czujemy się pięknie. Taki przepis polecam wszystkim czującym się jak mały (albo i duży) słoń który się bardziej kula niż chodzi.
z&m


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

11 komentarzy do “W33 OOTD #6 czyli ciężarówka imprezowo