W35 Pieluchownia czyli zmieniam biurko/make-up station na stację do przewijania (zuzowe DIY) 16


Przygotowania idą pełną parą.

Wolę zrobić co zrobić i mieć wszystko gotowe w razie ‚W’ niż się stresować okołoporodowo że nie jestem gotowa.

Dzisiaj dzień wieeeelkich zmian.

Pierwsze primo: millusiowa garderoba na najbliższe miesiące. Wszystko posegregowane, poprane, poprasowane (dzięki mami!!!!!), poukładane typami i rozmiarami. Gotowe.

Drugie primo (aka secundo): w końcu wybrałam się do Ikei i nabyłam co nabyć chciałam żeby zmiany DIY dokonać. Jeszcze brakuje mi paru rzeczy i jeszcze nie jest do końca tak cacy jak mam w głowie (ale już niedługo, wersją finalną oczywiście też się pochwalę), ale wszystko co chciałam mieć pod ręką na wypadek gdyby Milly zdecydowała do nas zawitać wcześniej (choć osobiście wolę żeby posiedziała w brzuchu jeszcze trochę, niech tyje!) pod ręką w takiej konfiguracji mam

Trzecie primo (aka tertio): Zmachałam się dziś. Czekam już na Towarzysza Męża i jego powrót z pracy i jego zachwyty nad millusiowym kącikiem (a spróbuje ich nie być, to będzie foch!:)

A oto co nastąpiło (wybaczcie fatalną jakość zdjęć, zdjęcia będą ładne kiedy dorobię się aparatu i kiedy wyrobię się ze światłem dziennym):

Stan przed:

Biurko w swoim naturalnym stanie. Biurka używam jako toaletki, więc moje makijażowe rzeczy znajdują się na/w nim. Poza tym biurko służy też Towarzyszowi Mężowi do składowania wszelkich rzeczy, które nie wie gdzie położyć (patrz: foldery, papiery, książki). Z tego co widzę znalazły się też na nim moje tabletki. Szafka po prawej biurka to regalik – od góry były w nim kiedyś żyły roślinki. Roślinki zdechły w  lato, kiedy nas nie było, a pan któremu wynajęliśmy mieszkanie na trzy miesiące wyprowadził się po dwóch dniach, tylko zapomniał nam o tym powiedzieć (upsi dejsi, na szczęście zapłacił z góry), a ziemia z roślinek jak stała tak stała przez te wszystkie miesiące, bo jakoś się nie składało żeby roślinki posadzić nowe. Pod roślinkami mieszkały moje skrzynki z biżuterią i ogóly chaos (tak zwane bits and pieces które powinny być na swoim miejscu a nie były). Półkę najbardziej na dole udało mi się uporządkować już wcześniej (a były na niej oczywiście książki, które ogólnie walają się u nas w domu wszędzie, ale wybitnie mi to nie przeszkadza)


W trakcie:

No cóż, robota łatwa nie jest, zwłaszcza z dużym ciążowym brzuchem i brakiem muskuł Popeye’a (pamiętacie Popeye’a? Tego od muskuł i szpinaku?). Bywa brudno i trudno, no ale kto ma dać radę jak nie ja?

Stan po:
Zdjęcie najnieostrzejsze z nieostrych, ale widać ogólną koncepcję

Od lewej:

– gazetnik (taki, tylko biały) na mamową i niemamową prasę, który już był (nabyty w Ikei dawno dawno temu)
– doniczka z Ikei (ta) która będzie służyć jako przechowywalnia pieluchowa
– pudełka z Jysk (do dostania tu i to w promocji) na pierdołki potrzebne przy pielęgnacji – waciki, krem do d., chusteczki nawilżane i patyczki do uszu
– lusterko w tle (wszak malować dalej gdzieś się muszę, a lusterko to też ikeowy standardzik ten) i na pierwszym planie króliki od angielskiej teściowej (o nich więcej tu) w ikeowej doniczne (tej)

Czerwone serduszka i kropeczki wynonane przy pomocy nożyczek, dziurkacza i papieru kolorowego samoprzylepnego, po to żeby mi całość pasowała do przewijaka (no comments)

Następnie mamy starą lampę która też dorobiła się serduszka ze względu na przewijakowe serduszko (zmiany odwracalne) i przewijak + osłonka nań (oczywiście wszystko z Ikei do znalezienia tu i tu.
Tam gdzie kiedyś były kwiatki wystają ramki (takie), które są tam tymczasowo, wszak wymyśliłam sobie obrazki nad przewijakiem, ale z ich realizacją muszę trochę poczekać (A.B.-B. jak zwykle niezastąpiona!), bo wizję mam, wizję!
Poza tym w tym dole mariańskim pokwiatkowym wygląda tak:
 

Od wspomnianych wyżej ramek do przodu:

– stare ikeowe pudełko w idealnym rozmiarze, które z Ikei zniknęło i nic w tym rozmiarze nie ma. Ale docelowo planuję pudełka na całej długości tej półki, tylko jeszcze muszę znaleźć takie, które mają dobre wymiary, a nie jest to takie proste wbrew pozorom. W pudełku mieszkają ręczniczki (których mam całe dwa póki co)
– ciuchy na wyjście ze szpitala do domku, żeby Towarzysz Mąż łatwo znalazł kiedy będzie je pakować
– ściereczki (takie), do których planuję jeszcze dokupić pieluchy tetrowe i równolegle książeczka dla noworodków
– prześcieradełka i pościel do kołyski na zmianę

A tu już Millusina garderoba.
Tak, ma więcej rzeczy od Towarzysza Męża, no ale dziewczynką jest, więc niech ma.

Od góry, od lewej do prawej:

1)

  • bodziaki (z przodu mniejsze, z tyłu ciut większe)
  • spodnie (dresy, dżinsy i ogrodniczki – też mniejszymi do przodu)
  • półśpiochy
  • getry i cienkie bawełniane spodnie, bez stópek zabudowanych

2)

  • pajace
  • koszulki przez głowę
  • bluzy i swetry na zamek/guziki

3)

  •  skarpetki (w pudełku)
  • sukienki i jedna koszula
  • rajtuzki
  • czapeczki i śliniaki

I chyba tyle. Jako że nie mogę urządzać całego córkowego pokoiku (z braku pokoiku) muszę się zadowolić tym małym skrawkiem naszej sypialni. Kołyska stoi przy naszym łóżku (też ją pewnie niedługo pokażę) i wiem że idealnie by było mieć przewijak koło łóżeczka, ale jak się nie ma miejsca to trzeba kursować do przewijania (ale myślę że te całe trzy kroki między kołyską a biurkiem-slash-pieluchownią dam radę). A jak nie to będę kombinować dalej.

Ściskamy,
z&m


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

16 komentarzy do “W35 Pieluchownia czyli zmieniam biurko/make-up station na stację do przewijania (zuzowe DIY)